18.8.10
Człowiek rezonansu
Na tylnej okładce (?) polskiego wydania O nową wolność Rothbarda znajdują się dwie śmiesznostki. Pierwsza, to cytat, który mógłby być wyznaniem wiary rothbardiańskiej sekty (i zapewne jest), a który idzie tak:
Druga śmiesznostka, która się znajduje na tyłach książki, to fragment skrótowej notki biograficznej. Możemy w niej przeczytać co następuje:
Albo z tą filozofią. Częstokroć Rothbard porywał się na utylitarystów. Jaki znacie najmocniejszy argument Rothbarda przeciwko utylitaryzmowi? Dla ułatwienia dodam, że Rothbard podał dwa takie argumenty. Jeden najchujowszy ze wszystkich, jakie można było wymyślić, a drugi... cóż, również nie najwyższych lotów (chociaż przy tym pierwszym przynajmniej pozwala przypuszczać, że Rothbard wiedział, co takiego "utylitaryzm" znaczy). No dobra, był jeszcze jeden argument, jeśli za takowy można nazwać wywód:
Najdurniejszy argument przeciwko utylitaryzmowi, jaki Rothbard wysunął to było twierdzenie, jakoby utylitarysta musiał uznać za słuszne wszystko cokolwiek tylko rząd definiuje jako legalne i właściwe. Ktoś może się przyczepić, że stwierdzenie to dotyczy utylitaryzmu w kontekście ekonomii, a nie filozofii. Na zarzut taki odpowiedziałbym, że w następnym zdaniu Rothbard odnosi się do tegoż argumentu, jako dziedzinie filozofii społecznej. Utylitarystyczny cel? Kontekst + pewna i precyzyjna alokacja tytułów własnościowych.
Masakra. Czytać tego gościa nie mogę. Jakimś jednak cudem, Krąpiec jeden wie jakim, udał się - zgrubsza - Rothbardowi jeden argument. Wcześniej jednak krótka dygresja. Strasznie mnie Rothbard wkurwia. Gościu był, takie mam wrażenie, czytając różne jego teksty, nadętym do granic bufonem z ego nadmuchanym tak, jak setki balonów, unoszących dom w Disney'owskim Odlocie. Najbardziej mnie wkurwia to, że czytając 5 jego książek, odnosisz wrażenie, że jakbyś przeczytał dwie, to by ci zupełnie wystarczyło. Gościu tak po maksie się powtarzał, że nawet równie nadęty H.H. Hoppe takich jazd nie miał. Dość powiedzieć, że Złoto, banki, ludzie... jest w gruncie rzeczy żywcem wyjętym fragmentem Tajników bankowości. Ale i w O nową wolność, i w Etyce wolności, i w Egalitaryzmie... możemy znaleźć te same wątki, złożone z tych samych zdań i akapitów, a nawet stron. Masakra. Strasznie czegoś takiego nie lubię, bo mam wrażenie, że autor traktuje czytelnika jak idiotę, który wcale-a-wcale nie zauważy, że jakiś kutas ładuje go w dupę.
Wracając. Argument, który Rothbardowi odnośnie utylitaryzmu wyszedł, to jedno, krótkie i celne pytanie: dlaczego jak najwięcej szczęścia dla jak największej liczby ludzi, a nie najmniejszej? Mimo trafności spostrzeżenia, pozostaje niedosyt, bo Rothbard chyba sam do końca nie wiedział do czego zmierza. Otóż celnie mu pod czachą świtało, że problemem jest stosunek do jednostki. Zanim dojdę do pointy akapitu, następna dygresja. Raz jeden udało mi się odkryć, że Rothbard odwołuje się do Rawls'a. Tak, tego Rawls'a. Rothbie najpierw gada sobie o tym, że utylitarysta nie ma żadnej teorii, dot. praw własności, a zaraz potem daje przypis i mówi: "porównaj, co mówi na temat utylitaryzmu Rawls!". Więc jeśli ktoś ma tego Rawls'a, to sobie otwiera książkę i... dębieje. Przywołam kontekst. Otóż w polskim wydaniu Etyki na stronie 136 jest przypis, o którym mowa. Możemy tam przeczytać:
Wracając jednak do rzeczy, tj. do samego argumentu Rothbarda. Otóż w ogóle Rothbard nie zauważa najważniejszego, z czego jego własny argument powinien wyjść, a na co uwagę zwraca Rawls. Do tych jednak akapitów Rawls'a Rothbard się wcale nie odwołuje, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jego znajomość Rawls'a polegała na "słyszałem, jak ktoś mówił, że Rawls napisał...". Poza tym uwagę na to zwraca również Sandel, MacIntyre i - z tego co się orientuję - Taylor. Otóż podstawowym problemem utylitaryzmu jest to, że zasadę wyboru indywidualnego przekłada on na z góry określoną wspólnotę, co nie jest już stanowiskiem indywidualistycznym. No kto, jak kto, ale Mr Libertarian mógłby takie rzeczy dostrzegać. Jeszcze tylko jedno i już kończę. Rothbard przywołując te swoje argumenty przeciwko utylitaryzmowi konkluduje:
A, przypomniało mi się coś:) Kojarzycie ten sławetny fragment, gdzie to Rothbard mówi:
Chętnie bym się jeszcze poznęcał nad libertariańskim bożkiem, ale jest już trochę późno, a ja i tak już sporo napisałem. So, see you soon!
Libertarianizm ostatecznie zwycięży, ponieważ tylko i wyłącznie on jest zgodny z naturą człowieka i świata. Tylko wolność jest wstanie [pisownia oryginalna - sc] zapewnić człowiekowi dobrobyt, spełnienie i szczęście.Oczywiście Rothbard gówno wie, czy libertarianizm jest prawdziwy. Prawdziwy, to może być Tomizm, ale nie daj Bóg ten Bartosia!, albo Krąpiec. Wedle moich tajemnych informacji Rothbard Krąpca nie znał i nie czytał, a jeśli czytał, to nie słuchał, a jeśli słuchał, to się nie stosował, więc Rothbard gówno wie o prawdzie. Tak to się przedstawia i taka jest Prawda. Co prawda Hoppe stara się nam to troszkę zagmatwać, gdy posiłkując się Marksem mówi, że
Libertarianizm zwycięży, ponieważ jest prawdziwy i proponuje właściwą strategię dla ludzkości, a prawda w końcu zwycięży.
Historia [cywilizacji Zachodu, ukazana przez Rothbarda - sc] została ukazana jako stała walka między prawdą a fałszem oraz dobrem (sprawiedliwością) a złem.Nie muszę chyba jednak dodawać, że Hoppe też Krąpca nie czytał.
Druga śmiesznostka, która się znajduje na tyłach książki, to fragment skrótowej notki biograficznej. Możemy w niej przeczytać co następuje:
Ze względu na szeroką wiedzę z zakresu teorii i historii państwa i prawa, dziejów myśli ekonomicznej, politologii, filozofii, kinematografii, a także niemieckich kościołów barokowych, a nawet jazzu, mówiono o nim jako o ostatnim przedstawicielu Renesansu.Powiem wam, że skoro Rothbard uznawany jest za człowieka Renesansu, to ja się zastanawiam, czy aby na pewno używam tego zwrotu w poprawnym rozumieniu. Bo ja może czegoś nie ogarniam. Jeżeli gościu, który ma "szeroką wiedzę" z zakresu teorii i historii państwa i prawa, by dowieść swoich teorii państwowotwórczych posiłkuje się cokolwiek słabym marksistą; jeżeli gościu o wykształceniu ekonomicznym nie potrafi policzyć w odpowiedni sposób wysokości rezerwy obowiązkowej i potencjału kreacji pieniądza w wymyślonym przez siebie przykładzie (!!!) [zajrzyjcie sobie do Podstaw bankowości, a będziecie wiedzieć o czym mówię]...
Albo z tą filozofią. Częstokroć Rothbard porywał się na utylitarystów. Jaki znacie najmocniejszy argument Rothbarda przeciwko utylitaryzmowi? Dla ułatwienia dodam, że Rothbard podał dwa takie argumenty. Jeden najchujowszy ze wszystkich, jakie można było wymyślić, a drugi... cóż, również nie najwyższych lotów (chociaż przy tym pierwszym przynajmniej pozwala przypuszczać, że Rothbard wiedział, co takiego "utylitaryzm" znaczy). No dobra, był jeszcze jeden argument, jeśli za takowy można nazwać wywód:
Po drugie - co jest równie ważne - rzadko się zdarza, żeby utylitarysta był radykalny, żeby z zapałem się domagał natychmiastowej eliminacji zła i przymusu. Utylitaryści, z ich umiłowaniem doraźnej korzyści, prawie zawsze sprzeciwiają się wszystkiemu, co byłoby radykalną zmianą i niosło ze sobą jakiekolwiek niedogodności.Cały argument skwitowany jest stwierdzeniem, że choroba utylitaryzmu do dziś toczy libertarianizm. Tak sobie przeglądam w tym momencie O nową wolność i dostrzegam, że wysuwa Rothbard jeszcze jedną argumentację. Rothbie pisze, że utylitaryzm zakłada podejmowanie decyzji na podstawie konsekwencji odpowiednich działań, a nie - jak wg Rothbie'go powinien - na podstawie samych działań. Rothbie, jako hardcore indywidualista nie mógł przystać na to, by to konsekwencje się liczyły, a nie zasady. W końcu był nie konsekwencjalistą, tylko... Powiedzmy, że był libertarianinem deontologicznym. Właśnie te deontologiczne zapędy wychodziły na wierzch w jednym z argumentów przeciw utylitaryzmowi. Otóż problemem tego ostatniego
jest to, że niechętnie uznaje on jakąkolwiek zasadę za absolutne i konsekwentnie stosowane kryterium, do którego można by odnosić różne sytuacje rzeczywistego świata.Zwróciliście przy tym uwagę na kompletny kretynizm tej wypowiedzi? Przecież właśnie w utylitaryzmi o to chodzi, że konsekwentnie stosuje jedno, podstawowe kryterium - użyteczność.
Najdurniejszy argument przeciwko utylitaryzmowi, jaki Rothbard wysunął to było twierdzenie, jakoby utylitarysta musiał uznać za słuszne wszystko cokolwiek tylko rząd definiuje jako legalne i właściwe. Ktoś może się przyczepić, że stwierdzenie to dotyczy utylitaryzmu w kontekście ekonomii, a nie filozofii. Na zarzut taki odpowiedziałbym, że w następnym zdaniu Rothbard odnosi się do tegoż argumentu, jako dziedzinie filozofii społecznej. Utylitarystyczny cel? Kontekst + pewna i precyzyjna alokacja tytułów własnościowych.
Masakra. Czytać tego gościa nie mogę. Jakimś jednak cudem, Krąpiec jeden wie jakim, udał się - zgrubsza - Rothbardowi jeden argument. Wcześniej jednak krótka dygresja. Strasznie mnie Rothbard wkurwia. Gościu był, takie mam wrażenie, czytając różne jego teksty, nadętym do granic bufonem z ego nadmuchanym tak, jak setki balonów, unoszących dom w Disney'owskim Odlocie. Najbardziej mnie wkurwia to, że czytając 5 jego książek, odnosisz wrażenie, że jakbyś przeczytał dwie, to by ci zupełnie wystarczyło. Gościu tak po maksie się powtarzał, że nawet równie nadęty H.H. Hoppe takich jazd nie miał. Dość powiedzieć, że Złoto, banki, ludzie... jest w gruncie rzeczy żywcem wyjętym fragmentem Tajników bankowości. Ale i w O nową wolność, i w Etyce wolności, i w Egalitaryzmie... możemy znaleźć te same wątki, złożone z tych samych zdań i akapitów, a nawet stron. Masakra. Strasznie czegoś takiego nie lubię, bo mam wrażenie, że autor traktuje czytelnika jak idiotę, który wcale-a-wcale nie zauważy, że jakiś kutas ładuje go w dupę.
Wracając. Argument, który Rothbardowi odnośnie utylitaryzmu wyszedł, to jedno, krótkie i celne pytanie: dlaczego jak najwięcej szczęścia dla jak największej liczby ludzi, a nie najmniejszej? Mimo trafności spostrzeżenia, pozostaje niedosyt, bo Rothbard chyba sam do końca nie wiedział do czego zmierza. Otóż celnie mu pod czachą świtało, że problemem jest stosunek do jednostki. Zanim dojdę do pointy akapitu, następna dygresja. Raz jeden udało mi się odkryć, że Rothbard odwołuje się do Rawls'a. Tak, tego Rawls'a. Rothbie najpierw gada sobie o tym, że utylitarysta nie ma żadnej teorii, dot. praw własności, a zaraz potem daje przypis i mówi: "porównaj, co mówi na temat utylitaryzmu Rawls!". Więc jeśli ktoś ma tego Rawls'a, to sobie otwiera książkę i... dębieje. Przywołam kontekst. Otóż w polskim wydaniu Etyki na stronie 136 jest przypis, o którym mowa. Możemy tam przeczytać:
Por. krytykę utylitaryzmu w tym punkcie w: John Rawls, A Theory of Justice (Cambridge, Mass.: Harvard University Press 1971), s. 26-27, par. 83-84 [Teoria sprawiedliwości, tłum: M. Panufnik, A. Romaniuk, Warszawa: Wydanictwo Naukowe PWN 1994].I później jeszcze do innej książki. Dwie sprawy. Po pierwsze, uważam za ŻAŁOSNE, że polski tłumacz (w tym wypadku tłumacze) nie raczył nawet ruszyć dupy i sprawdzić, jak się rzeczony fragment prezentuje w polskim wydaniu i wpisać polskich odpowiedników stron. I tak w całej książce. Żal mi po prostu dupę ściska. Po drugie, nowe wydanie Teorii... wyszło w roku 2009, podczas gdy na polskim wydaniu Etyki... Rothbarda, widnieje data 2010. Oznacza to, że tłumacz nawet nie raczył w przypisie odwołać się do nowszego wydania. Ba, w ogóle pominął fakt, że takowe się ukazało! Tyle w kwestiach technicznych. Skończyłem o tym dębieniu. Ja wiem, że książki wydawane w Ameryce są mniejsze, niż u nas. Amerykańce mają obsesję na punkcie wielkości, uwielbiają wielkie żarcie, małą colę litrową w kinie, popcorn w 5-litrowych wiadrach itd. Tylko książki mają małe, żeby było więcej miejsca na żarcie. Wracając do przypisu, autor zwraca naszą uwagę na strony 26-27, gdzie znajdują się paragrafy 83-84. Wiecie ile ogółem paragrafów liczy sobie książka? 87. A wiecie ile stron (polskie wydanie z 2009 r.)? 860, z czego 824 tekstu głównego. Jakim, kurwa, cudem oni ostatnie paragrafy zmieścili na pierwszych stronach?!?
Wracając jednak do rzeczy, tj. do samego argumentu Rothbarda. Otóż w ogóle Rothbard nie zauważa najważniejszego, z czego jego własny argument powinien wyjść, a na co uwagę zwraca Rawls. Do tych jednak akapitów Rawls'a Rothbard się wcale nie odwołuje, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jego znajomość Rawls'a polegała na "słyszałem, jak ktoś mówił, że Rawls napisał...". Poza tym uwagę na to zwraca również Sandel, MacIntyre i - z tego co się orientuję - Taylor. Otóż podstawowym problemem utylitaryzmu jest to, że zasadę wyboru indywidualnego przekłada on na z góry określoną wspólnotę, co nie jest już stanowiskiem indywidualistycznym. No kto, jak kto, ale Mr Libertarian mógłby takie rzeczy dostrzegać. Jeszcze tylko jedno i już kończę. Rothbard przywołując te swoje argumenty przeciwko utylitaryzmowi konkluduje:
Takie założenie nie ma podstaw naukowych i jest jedynie dowodem wiary w utylitaryzm.W przeciwieństwie do prawa naturalnego - zapomniał dodać.
A, przypomniało mi się coś:) Kojarzycie ten sławetny fragment, gdzie to Rothbard mówi:
Rozważmy konsekwencje odmówienia człowiekowi prawa do posiadania własnej osoby. Mamy wtedy do czynienia z dwiema możliwościami...Możecie to sobie znaleźć choćby w O nową wolność, s. 52, w Etyce... to będzie strona 127, a w Egalitaryzmie... - 144. Mówię rzecz jasna o polskich wydaniach. Chodzi mi konkretnie o powód odrzucenia pierwszej alternatywy, w której to część ludzi posiada inną część ludzi (w domyśle: i siebie) [spostrzegłem właśnie oryginalność Rothbarda - w Etyce... zamienił kolejność alternatyw!]. W O nową wolność wniosek jest jeszcze na 52 stronie, w Etyce... - 128, a w Egalitaryzmie... - 145. Po kolei: Rothbard prezentuje takie alternatywy, by je odrzucić i przyjąć aksjomat samoposiadania, jako podstawę etyki. Jednak jak możecie przeczytać, powód odrzucenia tej alternatywy jest właśnie etyczny! Klasyczne błędne koło.
Chętnie bym się jeszcze poznęcał nad libertariańskim bożkiem, ale jest już trochę późno, a ja i tak już sporo napisałem. So, see you soon!
Etykiety:
filozofia,
libertarianizm
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Anarchiwm
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (30)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (18)
- kultura (19)
- liberalizm (4)
- libertarianizm (14)
- nauka (5)
- polityka (24)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
-
Niech nie sczezną teiści2 dni temu
-
wiersz: swawola lub rozpuszczenie4 dni temu
-
Gold w EUropie4 dni temu
-
-
przybysze z Wegetara1 miesiąc temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 22 mies. temu
-
Witam po przerwie.1 rok temu


10 komentarze:
Jedyne co zrozumiałem to to że Rothbard był głupi bo był głupi... hmmm... I jakos mnie nie przekonałeś gdyż alebowiem znam kilku wiekszych głupków i co istotniejsze żyjących.
Jakoś tak dowodzisz że bezsens ma sens... czy tam na odwrót. Niezbyt to fascynujące.
Ewentualny zarzut jaki mi sie klaruje to taki że jak ktoś próbuje cos systematyzowac to odniesie tak czy inaczej porażkę. Tyle że czy to będzie Rothbard czy Marks czy jakiklowiek inny ideolog nie ma znaczenia.
Nie wydaje mi sięaby wujek Rothbi był jakimś tam bożkiem libertarianizmu - chyba przede wszystkim dlatego że żaden libertarianin nie w zwyczaju przyjmować rzeczy na wiarę. Nie i w większości pierdzieli go to czy katalaktyczne reguły będą takie czy siakie - gdybania wujka tego nie zmieniają, co najwyżej pokazują jedynie mechanizmy i jakieś tam alternatywy. Zawsze fajnie coś pokazać na przykładzie aniżeli czysto teoretyzować. Np. to co zademonstrowałeś krytykują błędne koło na tym własnie polega - krytykujesz teorie której Rothbi po mojemu nie wyłożył jako naukowy wzór a jedynie dał jakis tam podbudowany emocjami przykład.
Czyli krytykujesz po mojemu Rothbiego z pola teoretyka podczas gdy on zawsze w kwestiach ideologii jakoś chyba nie za bardzo ukrywał że opiera sie na emocjach i subiektywnym postrzeganiu świata. I chciałem zaznaczyć że mój subiektywizm równiez rości sobie prawo do bycia obiektywizmem :D
Jedyne co zrozumiałem to ...
bardzo żałuję
... to że Rothbard był głupi bo był głupi
to też dobry argument. Szkoda, że go nie użyłem.
I jakos mnie nie przekonałeś gdyż alebowiem znam kilku wiekszych głupków i co istotniejsze żyjących.
ja też znam. Nawet do niektórych się tutaj między wierszami odwoływałem.
Ewentualny zarzut jaki mi sie klaruje to taki że jak ktoś próbuje cos systematyzowac to odniesie tak czy inaczej porażkę.
nie, akurat tego w żadnej mierze nie miałem na myśli.
Nie wydaje mi sięaby wujek Rothbi był jakimś tam bożkiem libertarianizmu - chyba przede wszystkim dlatego że żaden libertarianin nie w zwyczaju przyjmować rzeczy na wiarę.
Za przeproszeniem, bo ja mam wrażenie, że Ty mało libertariarianizmu czytasz, a raczej przyjmujesz go tak... intuicyjnie. Akcja jest taka, że solidne 90% (jak nie więcej) libertarianizmu to jest hardrothbardiańska tradycja. W moim przekonaniu tradycja strasznie tandetna, bzdurna i śmieszna. Niestety poza tym, że w moim, to w niewielu znanych mi okołolibertarian również.
Np. to co zademonstrowałeś krytykują błędne koło na tym własnie polega - krytykujesz teorie której Rothbi po mojemu nie wyłożył jako naukowy wzór a jedynie dał jakis tam podbudowany emocjami przykład.
Co Ty gadasz w ogóle?!? Sugerujesz, że ten człowiek Renesansu wcale filozoficznie nie wymiatał?
Poważnie. Rothbard nie napisał tego na blogu, tylko w książce. Podejrzewam, że książce (książkach) pretendującej do bycia poważną. A przynajmniej tak ją interpretuje np. Hoppe. No bo przecież nie może być tak, że Rothbard to był debil i dlatego był kompletnie pomijany we wszelkiej dyskusji akademickiej. O nie, przecież to był świadomy ostracyzm. Bo Oni bali się Prawdy.
Czyli krytykujesz po mojemu Rothbiego z pola teoretyka podczas gdy on zawsze w kwestiach ideologii jakoś chyba nie za bardzo ukrywał że opiera sie na emocjach i subiektywnym postrzeganiu świata.
No. Na przykład w Prawie Naturalnym, które istnieje niezależnie od tego, jak mało osób w nie wierzy.
Ja też mało zrozumiałem, ale po kolei.
Autor chyba zakłada, że zwraca się do osób obeznanych z pracami Rothbardą i ich krytką.. nie przytacza argumentów i kontragrumentów, pisze "R. miał dwa głupie argumenty ha ha" i "jak został zmiażdżony ha ha" - pytanie, po co więc pisze? Autor przytacza stare, znane cytaty (niczym dowcipy) i wspólnie ze znajomym się naśmiewa "a pamiętacie ten kretynizm ha ha".
Czytelnik, który za głęboko w tym temacie nie siedzi, niestety nie dowie się o co autorowi chodzi, bo autor argumentów i kontrargumentów, o których wspomina nie przytacza, ani nie odsyła do źródeł i faktycznie jak w komentarzu powyżej nasuwa się wniosek: aha, rothbard był głupi, bo wszyscy wiemy, że był głupi.
Wygląda na to, jakby autor po prostu chciał sobie trochę popisać na temat R.. poza tym, najdłuższy akapit tego wpisu, nibo o Rothbardzie jest poświęcony.. tłumaczeniu jednej z jego książek.
---
Na marginesie, czy autor uważa się za libertarianina, a jeśli tak to jakiego?
/Blois/
Drogi Blois,
po kolei, czyli od końca. Autor nie wie, czy się za libertarianina uważa, a więc nie wie też, za jakiego. Wie natomiast, że przez ładnych kilka lat się za libertarianina uważał i nałogowo libertarianizmu czytał.
Autor wie również, że to jest blog, a nie rozprawa naukowa, w związku z czym nie rozprawy naukowej się tu powinno spodziewać. Jeśli takową wymodzi w kontekście Rothbarda, nie omieszka się nią pochwalić i poczekać na pokłony.
Ja również uważam za skandaliczne, że autor najdłuższy akapit tekstu napisał na temat tłumaczenia książki, a nie jej esencji. Nie wiem, na ile wynika to z tego, że autor nie wierzy w esencję, a na ile z tego, że -znowu - to blog, a nie rozprawa naukowa. Wiadoma rzecz, że w rozprawach naukowych takie rzeczy daje się - o ile, nieprawdaż? - w przypisach, no ale tutaj, jak zauważyłeś, przypisów nie ma. Jak myślisz, swoją drogą, czy konstruowanie zdań wielokrotnie złożonych nie świadczy o problemach osobowościowych?
Dobra, pośmialiśmy się, to teraz poważnie. Ten tekst to nie jest jakaś tam wielka krytyka Rothbarda i rothbardianizmu. To jest raczej nalewanie się z Rothbarda (naprawdę nie czujesz tego? aż tak źle idzie mi przekazywanie emocji w tekście bez używania emotikonów?). Inna sprawa, że jak się do czegoś odnoszę, to przecież przedtem wrzucam stosowny cytat. Jeśli nie cały, to przynajmniej fragment (vide: cytat ostatni) wraz z tytułem i numerem strony, gdzie to sobie czytelnik może znaleźć. Tym bardziej, że na przykład O nową wolność jest po polsku w internecie dostępne, a po angielsku to każda z prac Rothbarda jakie cytowałem. Musisz mi wybaczyć, że wymagam od czytelnika przynajmniej odrobiny energii i korzystania, jeśli nie z rozumu, to przynajmniej z google'a.
I teraz, w związku z twierdzeniem:
Autor chyba zakłada, że zwraca się do osób obeznanych z pracami Rothbardą i ich krytką..
Od końca. Nie z krytyką, bo ja się z krytyką Rothbarda sam rzadko spotykam. No bo to, co puścili na stronie IM to żart jakiś, a nie krytyka. Natomiast. Tak, zakładam, że zwracam się do osób obeznanych z pracami Rothbarda. To jest blog okołolibertariański, z naciskiem na "około", więc nie zwracam się do miłośników zlizywania czekolady z cycków koleżanki, tylko do libertarian, ew. innych osób, które z teoriami Rothbarda są zaznajomione. Co oczywiście nie oznacza, że zwolennicy zlizywania czekolady z cycków koleżanki nie mogą być zaznajomieni z teoriami Rothbarda. Zakładam jednak, że jak ktoś odwiedza mojego bloga, to robi to celowo, wiedząc, przynajmniej pi razy drzwi, o czym tu będzie. Zresztą potwierdzają to dotychczasowe komentarze, jakie się pojawiają i słowa kluczowe, po jakich ludzie tu zaglądają.
No i na koniec, bo zaraz to jako osobną notkę będę mógł wkleić. Mam wielką nadzieję, że moi czytelnicy to osoby powyżej 14 roku życia, którzy choć trochę wiedzą o czym piszę. Coś im świta, coś ich zaintryguje. Nie daję im prostych rozwiązań w punktach, tylko zaznaczam co i jak. Wierzę w inteligencję moich czytelników, którzy poza przeczytaniem tekstu, będą potrafili sobie dopowiedzieć to, co tu jest przerwane w pół słowa.
Ja wiem, że nie powinienem tak wierzyć w ludzi. Ale póki co wierzę. Dlatego nie tworzę tutaj nowych systemów, tylko psuję te, które uważam za głupie. Dekonstrukcja, jak chuj.
No właśnie tak widzę, że to takie "nalewanie" się z Rothbarda, dlatego też napisałem, że to dla mnie mało wartościowe, jak i dla bloga, jeśli ma trzymać jakiś poziom, no ale to Twój blog i możesz robić co chcesz..
/Blois/
ale jaki poziom ma trzymać, bo nie wiem?
"Za przeproszeniem, bo ja mam wrażenie, że Ty mało libertariarianizmu czytasz, a raczej przyjmujesz go tak... intuicyjnie. Akcja jest taka, że solidne 90% (jak nie więcej) libertarianizmu to jest hardrothbardiańska tradycja."
W sumie mocno byc może :D
"No. Na przykład w Prawie Naturalnym, które istnieje niezależnie od tego, jak mało osób w nie wierzy."
Ale widzisz w tym jakąs przeokrutną sprzeczność aby subiektywnie tak sobie uważać a pisać tak jakby to była sama prawda od boga? :D Ja tam tak często miewałem i mam :D
Odnośnie ostatnich Twoich uwag (o teorii samoposiadania), to rzeczywiście Rothbard (podobnie jak w wielu innych sprawach) się tu mocno mota, natomiast nie wiem, czy znasz bardziej szczegółową (przegadaną) argumentację Childsa. Wydaje się ona w miarę spójna (jest wyprowadzona na gruncie epistemologii), ale ostatni raz czytałem to parę lat temu, więc głowy nie dam. Mimo wszystko na pewno warto skonfrontować to z przemyśleniami Rothbiego:
http://www.thornwalker.com/ditch/eboa_1.htm
Kurde, smootny, mi się w ogóle czasami wydaje jak Cię czytam, że masz lekką traumę po mimowolnej młodzieńczej indoktrynacji Rothbardem. Witaj w klubie ;)
panika,
nie znam teorii Childsa, ale jak już podlinkowałeś, to nie omieszkam przejrzeć i - być może - się odnieść:)
co do traumy, to raczej chodzi o to, żeby przestrzec innych przed moimi młodzieńczymi błędami:))
Prześlij komentarz