22.8.10
eeee?
Dorwałem kilka dni temu książkę Libertarianizm. Teoria, praktyka, interpretacje. pod redakcją Waldemara Buliry i Włodzimierza Gogłozy (tego samego, od MindFuck'a). Na książkę składa się kilkanaście artykułów, traktujących o libertarianizmie. Całość dzieli się na cztery części. W pierwszej rozkładana jest na części historia i inspiracje libertarianizmu. Możemy przeczytać tekst Włodka o Wordsworth'ie Donisthorpe'ie (ten sam, co w MindFuck'u), tekst Mikołaja Barczentewicza na temat filozofii prawa Rothbarda, czy na poły wspomnieniowy artykuł Romana Tokarczyka o Robercie Nozick'u. Całość rozpoczyna jednak artykuł pt. Geneza i próba systematyki głównych nurtów libertarianizmu Jacka Bartyzela.
W części drugiej możemy przeczytać tekst Pawła Sikory na temat self-ownership (był publikowany na Liberalis.pl), pracę Jurusia o teorii wartości u Carla Mengera, porównanie Rawls'a i Amartyi Sen'a (Justyny Miklaszewskiej) i artykuł Edyty Barańskiej o nieposłuszeństwie obywatelskim. Druga część związana jest głównie z teorią i myślą polityczną. Część trzecia to już zwrócenie uwagi na praktykę. Michał Kozera pisze o amerykańskiej Libertarian Party, Stefan Stępień o libertarianizmie w retoryce UPR, a Izabela Czaja dywaguje nad rzadkością idei liberalno-libertariańskich w edukacji ekonomicznej w Polsce. Na ostatnią część składają się artykuły polemiczne. Janusz Grygieńć krytykuje koncepcję państwa minimalnego, Waldemar Bulira przywołuje Charlesa Taylora i spór między komunitarystami i liberałami, Barbara Grabowska zwraca uwagę na feministyczną krytykę libertarianizmu, a Jolanta Zdybel szuka skutecznych rozwiązań libertariańskich w dobie społeczeństwa informatycznego.
Tyle suchych faktów. Ponieważ staram się wyrobić swoją normę 250-300 stron/tydzień, więc książkę przeleciałem bardzo szybko. Po przeczytaniu odczucia mam bardzo mieszane. Z jednej strony myślę sobie, że fajnie, że wyszła taka książka. Ostatni raz książkę na temat libertarianizmu, której nie wydał Fijor, to widziałem chyba na Allegro (Justyny Miklaszewskiej, zresztą). Podstawowy zarzut jest taki, że w gruncie rzeczy autorzy to ludzie, którzy z libertarianizmem stykają się tylko na poziomie akademickim (w zasadzie poza Barczentewiczem, Gogłozą i jeszcze może dwoma osobami). Oznacza to, że w większości tekstów najpoważniej traktowany jest Nozick, a Rothbard jest gdzieś tam na przystawkę. Nie, żebym miał coś przeciwko takiemu potraktowaniu Rothbarda. Problem leży w moim odczuciu w tym, że autorzy Nozicka uznają za czołowego libertarianina naszych czasów, podczas gdy jego wpływ na środowisko libertariańskie jest (i był) raczej ograniczony. No bo weźmy taką Barbarę Grabowską, która krytykuje libertarianizm z pozycji feministycznych. Jak można w tym kontekście nawet nie wspomnieć choćby o Wendy McElroy, czy Christinie Hoff Sommers? W zasadzie jedyny libertarianin, do którego się odnosi to... Robert Nozick. Jakby na przykład Rothbard, albo Long o feminizmie nie pisali.
Powtórzmy jeszcze raz: większość autorów libertarianizm zna z Nozick'a i ew. Rothbarda (od święta mamy jeszcze wymienioną Rand). To trochę mało, żeby napisać solidną pracę na temat libertarianizmu. To główny zarzut. Drugi zarzut to tekst Jacka Bartyzela. Czy naprawdę nie ma w tym kraju myślących ludzi, którzy byliby w stanie rzeczowo i bez cokolwiek wrednych komentarzy streścić historyczny rozwój i wewnętrzny podział libertarianizmu? Ja wiem, że libertarianizm sam się o to prosi. Ale ja po tytule odniosłem wrażenie, że chodzi raczej o opis zjawiska, a nie jego recenzję. Ja na przykład od razu chciałem się określić agorystą, gdy tylko przeczytałem, że wyliczenie cech agoryzmu, jak to Bartyzel uczynił, pozwala uznać agoryzm za nie tylko najbardziej ekstremistyczną i dziwaczną, ale wręcz odrażającą mutację ideologii libertariańskiej. Cudo. Trochę niepoważne, ale jednak cudo.
Nie mam do Włodka pretensji za jego artykuł o Donisthrope'ie, mimo że już go czytałem. Wordsworth jest na tyle mało znanym autorem, że warto było ten artykuł puścić w bardziej poważnej formie. Mam za to drobny żal do Mikołaja, głównie z tej racji, że jego artykuł jest zmodyfikowaną wersją jego wstępu do polskiego wydania Etyki wolności, który to wstęp jest zmodyfikowaną wersją jakiegoś przemówienia. Nie czaję za bardzo tekstu Tokarczyka, bo nie wiem, czy chodziło mu raczej o napisanie, co go z Nozickiem łączyło, co dzieliło, jak prowadził wykład, czy też może jak wyglądał. Owszem, może to i fajne, ale jak się to ma do tytułu książki? Dariusz Juruś pisząc o wartości u Carla Mengera, czy Justyna Miklaszewska konfrontująca Rawls'a i Sen'a również znajdują się gdzieś tam na dalekich obrzeżach libertarianizmu i w gruncie rzeczy nie wiem, co te artykuły robią w tej książce. Podobnie tekst na temat nieposłuszeństwa obywatelskiego (o ile jeszcze kontekst Thoreau jakoś się nadaje, o tyle rozważania o Rawls'ie i Arendt już na gruncie libertarianizmu się nie znajdują).
Zdecydowanie najlepszą częścią ksiązki są uwagi polemiczne, gdzie poza cienizną związaną z feminizmem, znajdujemy trzy inne, bardzo ciekawe artykuły. Co prawda krytyka państwa minimalnego zawężona jest do filozofii politycznej brytyjskiego idealizmu, niemniej jednak rzecz warta uwagi. Bardzo mi się spodobał artykuł Buliry na temat koncepcji atomizmu u Taylor'a (Taylor to w ogóle ciekawy gościu).
Reasumując. Książka nierówna, gdzie obok naprawdę rzetelnych tekstów (Włodek, mimo wszystko Mikołaj, Kozera, Bulira, Sikora, czy - od biedy - Bartyzel), znajdziemy teksty, których autorzy liberalizm i libertarianizm traktują synonimicznie, przez co wychodzą im śmieszne rzeczy. Znajdziemy również teksty rzetelne i naprawdę interesujące, niemniej jednak mało związane z głównym tematem, czyli libertarianizmem. Tak to właśnie z polskimi książkami na temat libertarianizmu jest..
W części drugiej możemy przeczytać tekst Pawła Sikory na temat self-ownership (był publikowany na Liberalis.pl), pracę Jurusia o teorii wartości u Carla Mengera, porównanie Rawls'a i Amartyi Sen'a (Justyny Miklaszewskiej) i artykuł Edyty Barańskiej o nieposłuszeństwie obywatelskim. Druga część związana jest głównie z teorią i myślą polityczną. Część trzecia to już zwrócenie uwagi na praktykę. Michał Kozera pisze o amerykańskiej Libertarian Party, Stefan Stępień o libertarianizmie w retoryce UPR, a Izabela Czaja dywaguje nad rzadkością idei liberalno-libertariańskich w edukacji ekonomicznej w Polsce. Na ostatnią część składają się artykuły polemiczne. Janusz Grygieńć krytykuje koncepcję państwa minimalnego, Waldemar Bulira przywołuje Charlesa Taylora i spór między komunitarystami i liberałami, Barbara Grabowska zwraca uwagę na feministyczną krytykę libertarianizmu, a Jolanta Zdybel szuka skutecznych rozwiązań libertariańskich w dobie społeczeństwa informatycznego.
Tyle suchych faktów. Ponieważ staram się wyrobić swoją normę 250-300 stron/tydzień, więc książkę przeleciałem bardzo szybko. Po przeczytaniu odczucia mam bardzo mieszane. Z jednej strony myślę sobie, że fajnie, że wyszła taka książka. Ostatni raz książkę na temat libertarianizmu, której nie wydał Fijor, to widziałem chyba na Allegro (Justyny Miklaszewskiej, zresztą). Podstawowy zarzut jest taki, że w gruncie rzeczy autorzy to ludzie, którzy z libertarianizmem stykają się tylko na poziomie akademickim (w zasadzie poza Barczentewiczem, Gogłozą i jeszcze może dwoma osobami). Oznacza to, że w większości tekstów najpoważniej traktowany jest Nozick, a Rothbard jest gdzieś tam na przystawkę. Nie, żebym miał coś przeciwko takiemu potraktowaniu Rothbarda. Problem leży w moim odczuciu w tym, że autorzy Nozicka uznają za czołowego libertarianina naszych czasów, podczas gdy jego wpływ na środowisko libertariańskie jest (i był) raczej ograniczony. No bo weźmy taką Barbarę Grabowską, która krytykuje libertarianizm z pozycji feministycznych. Jak można w tym kontekście nawet nie wspomnieć choćby o Wendy McElroy, czy Christinie Hoff Sommers? W zasadzie jedyny libertarianin, do którego się odnosi to... Robert Nozick. Jakby na przykład Rothbard, albo Long o feminizmie nie pisali.
Powtórzmy jeszcze raz: większość autorów libertarianizm zna z Nozick'a i ew. Rothbarda (od święta mamy jeszcze wymienioną Rand). To trochę mało, żeby napisać solidną pracę na temat libertarianizmu. To główny zarzut. Drugi zarzut to tekst Jacka Bartyzela. Czy naprawdę nie ma w tym kraju myślących ludzi, którzy byliby w stanie rzeczowo i bez cokolwiek wrednych komentarzy streścić historyczny rozwój i wewnętrzny podział libertarianizmu? Ja wiem, że libertarianizm sam się o to prosi. Ale ja po tytule odniosłem wrażenie, że chodzi raczej o opis zjawiska, a nie jego recenzję. Ja na przykład od razu chciałem się określić agorystą, gdy tylko przeczytałem, że wyliczenie cech agoryzmu, jak to Bartyzel uczynił, pozwala uznać agoryzm za nie tylko najbardziej ekstremistyczną i dziwaczną, ale wręcz odrażającą mutację ideologii libertariańskiej. Cudo. Trochę niepoważne, ale jednak cudo.
Nie mam do Włodka pretensji za jego artykuł o Donisthrope'ie, mimo że już go czytałem. Wordsworth jest na tyle mało znanym autorem, że warto było ten artykuł puścić w bardziej poważnej formie. Mam za to drobny żal do Mikołaja, głównie z tej racji, że jego artykuł jest zmodyfikowaną wersją jego wstępu do polskiego wydania Etyki wolności, który to wstęp jest zmodyfikowaną wersją jakiegoś przemówienia. Nie czaję za bardzo tekstu Tokarczyka, bo nie wiem, czy chodziło mu raczej o napisanie, co go z Nozickiem łączyło, co dzieliło, jak prowadził wykład, czy też może jak wyglądał. Owszem, może to i fajne, ale jak się to ma do tytułu książki? Dariusz Juruś pisząc o wartości u Carla Mengera, czy Justyna Miklaszewska konfrontująca Rawls'a i Sen'a również znajdują się gdzieś tam na dalekich obrzeżach libertarianizmu i w gruncie rzeczy nie wiem, co te artykuły robią w tej książce. Podobnie tekst na temat nieposłuszeństwa obywatelskiego (o ile jeszcze kontekst Thoreau jakoś się nadaje, o tyle rozważania o Rawls'ie i Arendt już na gruncie libertarianizmu się nie znajdują).
Zdecydowanie najlepszą częścią ksiązki są uwagi polemiczne, gdzie poza cienizną związaną z feminizmem, znajdujemy trzy inne, bardzo ciekawe artykuły. Co prawda krytyka państwa minimalnego zawężona jest do filozofii politycznej brytyjskiego idealizmu, niemniej jednak rzecz warta uwagi. Bardzo mi się spodobał artykuł Buliry na temat koncepcji atomizmu u Taylor'a (Taylor to w ogóle ciekawy gościu).
Reasumując. Książka nierówna, gdzie obok naprawdę rzetelnych tekstów (Włodek, mimo wszystko Mikołaj, Kozera, Bulira, Sikora, czy - od biedy - Bartyzel), znajdziemy teksty, których autorzy liberalizm i libertarianizm traktują synonimicznie, przez co wychodzą im śmieszne rzeczy. Znajdziemy również teksty rzetelne i naprawdę interesujące, niemniej jednak mało związane z głównym tematem, czyli libertarianizmem. Tak to właśnie z polskimi książkami na temat libertarianizmu jest..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Anarchiwm
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (30)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (18)
- kultura (19)
- liberalizm (4)
- libertarianizm (14)
- nauka (5)
- polityka (24)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
-
Niech nie sczezną teiści2 dni temu
-
wiersz: swawola lub rozpuszczenie4 dni temu
-
Gold w EUropie4 dni temu
-
-
przybysze z Wegetara1 miesiąc temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 22 mies. temu
-
Witam po przerwie.1 rok temu


3 komentarze:
Czy to ( http://vimeo.com/1470412 ) jest to przemówienie Barcentewicza?
wsłuchałem się bardzo pobieżnie, ale mam wrażenie, że tak, to to:)
O ile się nie mylę wspomniana książka to reminiscencja konferencji, która odbyła się kilka miesięcy temu. Co do artykułów to trudno spodziewać się by dr hab. Stefan Stępień miał pojęcie o libertarianizmie, bo na co dzień zajmuje się historią gospodarczą II RP i PRL :) Piszę to jako absolwent UMCS. Cóż, wiele racji jest w tym, że uczeni piszą głownie o Nozicku, bo tylko jego znają. Nie czytają, nie interesują się... Piszą o tym o czym mają pojęcie, a rzeczy, o których nie mają pojęcia są napisane/wygłoszone na podstawie źródeł, które po pierwsze są im znane (Nozick akurat jest), po drugie bez weryfikacji (po co? o jakiś tam wolnościowcach i tak prawie nikt w środowisku naukowym nie ma pojęcia).
To tak jak jakiś czas temu UMCS wydał książkę o współczesnym ruchu narodowym i było w niej napisane, że Stowarzyszenie KoLiber o organizacja o profilu narodowym. Po prostu rotfl
Prześlij komentarz