25.9.10

Grząski grunt

Różnie bywa, gdy rzeczy, w które wierzyłeś całe życie, okazują się kłamstwem. Różnie bywa, gdy ludzie, którym ufałeś całe życie, okazują się kłamcami. Różnie bywa, kiedy przekonania, które uznawałeś za słuszne, okazują się niepewne, by nie powiedzieć – błędne.


Różnie bywa w takich momentach niepewności. Może dojść do wyparcia i odrzucenia faktów, teorii, czy zdarzeń, które burzą nasz utrwalony światopogląd. Może dojść do załamania naszej wiary w poprawność naszych ocen i procedur poznawczych. Może dojść do reaktywnych konceptów, agresywnych odpowiedzi na nowe. Może też dojść do próby przewartościowania dotychczasowych teorii i ukształtowania nowych prądów myślowych.



Chętnie zacząłbym od końca, ale to nie takie proste. Chodzi o to, że każda akcja powoduje reakcję. Trzecia zasada dynamiki Newtona, przełożona na stosunki społeczne, pasuje jak ulał. Jeżeli na ciało A ciało B działa z siłą Fb, to ciało A działa na działo B z siłą Fa, o takiej samej wartości i kierunku, lecz o przeciwnym zwrocie. Czy jakoś tak. O co chodzi? Banał. Jeżeli okazuje się, że Gorgoroth koncertuje w Krakowie, to nikogo, poza fanami, raczej to nie zainteresuje. Nie będzie eventu. Jeżeli natomiast ktoś z ołtarza powie, że oni wieszają odwrócone krzyże i palą Biblię, to będzie już event i będzie dym. I będą zyski z biletów i sprzedanych płyt. Akcja – reakcja.

Głupi ten przykład dałem. Może coś poważniejszego. Jeżeli Pascal pisze Prowincjałki (akcja), to Rzym książkę potępia, a francuska Rada Stanu każe książkę podrzeć i spalić (reakcja). Reakcje mogą być, jak już się wspomniało, różne. Ta powyższa może być sklasyfikowana jako pierwsza z wymienionych.

W przywoływanej ostatnio książce Koojimansa na temat rozwoju nauk przyrodniczych w drugiej połowie XVII wieku poznajemy życie i poglądy Jana Swammerdama, czy Nielsa Stensena. Obaj, wielcy naukowcy, zasłużeni dla nauk przyrodniczych, empirycy i badacze, przeżyli swoje własne reakcje. Początkowo, wierni naukom Kartezjusza, kreślili mechanistyczny obraz świata, przyrody i ciała. Z czasem odwracali się od Kartezjusza, gdyż ten, zamiast zająć się obserwacjami, zajął się spekulacją. Kartezjusz bagatelizował poznanie zmysłowe – w końcu zmysły są omylne. Wymyślił sobie za to, że rozum nasz, umysł, jest nieomylny. Stąd też na tym się skupił. Im więcej jednak obserwacji i odkryć Swammerdama i Stensena, tym więcej nieścisłości i rozbieżności, między Kartezjuszem i nimi dwoma. Odrzucili więc Kartezjusza i skupili się na empirii. W końcu i rozum jest zawodny. To ostatni z typów reakcji. Nie ostatni jednak w życiu tych dwóch badaczy. Z biegiem czasu bowiem i jeden, i drugi stwierdzili, że i zmysły, nie dają całkowitej pewności, ani pełnej wiedzy. Nadal pozostaje kopę materiału nieogarniętego. Przestając wierzyć w nauki empiryczne, zwracali się ku mistycyzmowi, że się wyrażę. Drugi, Stensen, początkowo zmienił wyznanie na katolicyzm, następnie zaczął przekonywać do katolicyzmu swoich znajomych (przekonał nawet jednego z uczniów Spinozy, czym ten ostatni był zaskoczony). Ostatecznie wyświęcił się na księdza (później został biskupem). Pierwszy z nich, Swammerdam, rzucił badania w cholerę i przyłączył się do sekty, wierzącej w rychły koniec świata. Sektą władała pewna nawiedzona baba, twierdząca, że ma bezpośredni kontakt z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Chwała Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, Swammerdam szybko znalazł swój rozum i prysnął do starej wariatki. Poszperajcie sobie z resztą, co się stało z oboma w kilkaset lat po śmierci. To jest drugi z wymienionych przykładów reakcji.

Zmodyfikowaną wersję ostatniego z przykładów moglibyśmy przypisać filozofom naturalnym doby Oświecenia (za wyłączeniem do pewnego stopnia Hume’a). Zasadniczo rzecz ujmując, doszli oni do zastąpienia Boga naturą, przydając jej boskich atrybutów. Przeciekawie pisał o tym wspominany już kiedyś przeze mnie Becker.

Ostatni z wymienionych moglibyśmy przypisać jeszcze na przykład Stirnerowi, czy Nietzsche’mu i paru innym, fajnym ziomkom. Skupiając się na Nietzschem, a nie chce mi się zbyt dużo o nim pisać, dokonując destrukcji ówczesnego systemu filozoficznego nie schował się w kąt i nie czekał, by zobaczyć, z tego wyjdzie, tylko ruszył przed siebie, będąc takim protopostmodernistą. Zburzył wielkie narracje i zbudował setki małych (nie zapominajmy, że pod koniec życia porzucił ideę woli mocy; poczytajcie sobie u Heideggera na temat metafizyki u Nietzschego). Dekonstrukcja, jak chuj, jak się kiedyś w zupełnie innym kontekście wypowiedział mój znajomy.

Skoro już przy Nietzsche’m jesteśmy, to wspomnijmy może o nazistach, co? W końcu wpis o Nietzsche’m bez nazistów to jakby wpis niepełny, głupi wręcz. W powszechnej opinii (a przynajmniej w tej bardziej powszechnej) związek Nietzsche’go i nazistów można by porównać do związku mistrza i jego uczniów. Naziści prezentowani są jako spadkobiercy Nietzsche’go. Filozofia Nietzsche’go jest groźna – spójrzcie na nazistów. Nie chce mi się znowu gadać o całych machlojach z filozofią Nietzsche’go w kontekście nazistów. Pisałem już o tym wiele razy (najszerzej tu). Mam też już w połowie przygotowany tekst, który również o tym, m.in., traktuje.

Odważnie postawiłbym tezę przeciwną. Naziści nie inspirowali się Nietzsche’m, a wręcz swoimi czynami zaprzeczali jego ideom. Badiou bardzo trafnie zwrócił uwagę, że wszelkie próby odpolitycznienia nazistowskiego ludobójstwa, podejmowane przez Hannah Arendt, były po prostu kretyńsko naiwne (Badiou, o ile mi wiadomo, nigdzie tak tej postawy nie określił). Hannah Arendt politykę chciała rozpatrywać, jako procedury współżycia społecznego, współbycia (etre-ensemble). W związku z tym nazizm polityką być nie mógł, ponieważ jego głównym celem było właśnie rozbicie współbycia, likwidację wspólnoty społecznej. Badiou przytomnie jednak zwraca uwagę, że działania nazistowskie były wręcz bardzo wspólnotowe. Jedyne, co jest w nich sprzeczne z poglądami Arendt, to inne definiowanie wspólnoty. Ponieważ nie jestem tak lotny w sztuce argumentacji, jak Badiou, oddam mu głos:
Nikt bardziej niż Hitler nie pragnął współ-bycia Niemców. Nazistowska kategoria „Żyda” służyła właśnie do zdefiniowania niemieckiej przestrzeni wewnętrznej, przestrzeni współ-bycia, poprzez wytworzenie (arbitralne, ale skuteczne) pewnego zewnętrza, które można będzie z wewnątrz wyśledzić […].
Zdaje mi się, że Rorty zaakceptowałby taką argumentację. Mam wrażenie, że solidarność w słowniku Rorty’ego oznaczała właśnie coraz bardziej inkluzyjne podejście do wspólnotowości. Oznacza takie działania, które pozwolą jak największe grono ludzi uznać za „swoje”, a nie „obce”.

Mała narracja, nie wielka. Niechęć do wielkich narracji charakteryzuje nie tylko współczesnych postmodernistów. Łatwo ją zauważyć i w pismach Stirnera, i w pismach Nietzschego, a nawet wielu wcześniejszych jeszcze filozofów. Postawiłbym tezę, że to właśnie ta niechęć była główną osią myśli Nietzsche’go. To wokół niej kręciło się większość jego książek. Ten stosunek do, upraszczając, metafizyki diametralnie różnił Nietzsche’go i jego nazistowskich uczniów.

Mówi się, że uczeń przerósł mistrza. Może powinno się też mówić, że odrzucił? Choć i tutaj można postawić zasadne pytanie: na ile rzeczywiście możemy mówić o mistrzu i uczniach?

____________
A! co myślicie o zmianie kolorystyki bloga? Proponujecie jakieś kolory?

1 komentarze:

plebs pisze...

Nie myślimy i nie proponujemy.

Podziel się

ostatnio napisał

Search

Ładowanie...

Anarchiwm

tag? katalog?

Technologia Blogger.

Bądź na bieżąco!

Niech żyje logika

Jeżeli:
36 cali = 1 jard,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.

źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39