22.9.10
Pojebusy i parę innych
Wczoraj wróciłem ze swojego trzeciego już w tym roku urlopu. Czwarty sobie zostawię, jako zaległy:) W każdym bądź razie wróciłem chory. Gdybym był zarejestrowany w jakiejś przychodni, to bym sobie L4 załatwił i przedłużył urlop, no ale niestety tak dobrze to nie ma. Gdyby nie to, że preferuję ponętne wróżki i znachorki, to może i bym się do jakiegoś starego, pomarszczonego lekarza przeszedł..., ale jakoś dam radę. Nie, jeszcze nie wiem do czego zmierzam.
A, może do tego. Oblukałem sobie dzisiaj jakieś wydanie specjalne Wiedzy i Życia. Gazetka dotyczyła człowieczeństwa i została zatytuowana Kim jesteśmy. Bez znaku zapytania. W każdym bądź razie w środku całkiem niezły wywiad z Zimbardo i jeszcze jeden, z jakimś typem od języka, kognitywistą, czy kimś, który twierdzi, że tak naprawdę nie o prawdę tutaj chodzi. Że człowiek wcale nie prawdy szuka na świecie, tylko usprawnień swojego funkcjonowania. Tak na szybko to sobie wynotowałem z wywiadu sentencję:
No ale tak poszedłem jakoś dłuższą drogą, niż chciałem. Bo zasadniczo to chciałem zacząć od tych pojebów. Otóż z sentymentu zaglądam sobie od czasu do czasu na różne libertariańskie fora. Fora, na których kiedyś się udzielałem, ale z których z różnych powodów zrezygnowałem. No i tak sobie dzisiaj wszedłem na takie jedno forum, coby sprawdzić, czy jeszcze dycha. Jak się okazuje, dycha. Znam naprawdę wielu łebskich libertarian, ludzi, którzy ten bardziej ukrwiony mózg mają we łbie. No więc z góry ich przepraszam za to, co zaraz napiszę. Otóż libertarianie to są pojeby. Takie mam wnioski po przeglądnięciu jednego tematu z pewnego forum. Nie no, masakra, nie Krzysiek?:)
W gruncie rzeczy, to, co chciałem powiedzieć, to już powiedziałem, więc powoli będę kończył. Tak się tylko, wiecie, przypomnieć chciałem. Powiem wam jeszcze, że możecie sobie, co kto lubi, oczywiście, odwiedzić jakiś Empik. Wybrane tytuły tzw. "akademickie i fachowe" mają z 25% rabatem. Wśród nich m.in. ostatni Dawkins. Może więc sobie go kupię...?
A! Nie było mnie parę dni dla świata, ale świat, przynajmniej w ograniczonym stopniu, był dla mnie. Oglądając kilka dni temu Wiadomości, natknąłem się na wypowiedź Semki, że Niemce, swoim projektem wystawy chcą relatywizować historię przez odrzucenie kontekstu wydarzeń. Nie znam się na tym, ale zawsze miałem wrażenie, że to właśnie przywołanie kontekstu jest relatywizowaniem. No, ale każdy ma takich wrogów, jakich sobie stworzy.
Przy okazji w radio, albo radiu usłyszałem, że strona polska już złożyła ponoć jakieś wszystkie dokumenty, których Ruscy wymagali, żeby nasi mogli sobie polecieć do Smoleńska i obadać teren. A Ruskie dalej zgody nie chcą wydać. I pan reporter, który to mówił, albo jeden z zainteresowanych Polaków, nie pamiętam, zadał niby-retoryczne pytanie, co stoi na przeszłodzie, żeby Rosjanie taką zgodę wydali? Więc sobie wymyśliłem kawał.
- Co stoi na przeszłodzie, żeby blablabla?
- Dowody.
No. Słaby. Ale to pierwszy, który wymyśliłem, więc bądźcie wyrozumiali. Za kilka dni, jak czas pozwoli, postaram się napisać już coś konkretnego. Może o tym Badiou...?
A, może do tego. Oblukałem sobie dzisiaj jakieś wydanie specjalne Wiedzy i Życia. Gazetka dotyczyła człowieczeństwa i została zatytuowana Kim jesteśmy. Bez znaku zapytania. W każdym bądź razie w środku całkiem niezły wywiad z Zimbardo i jeszcze jeden, z jakimś typem od języka, kognitywistą, czy kimś, który twierdzi, że tak naprawdę nie o prawdę tutaj chodzi. Że człowiek wcale nie prawdy szuka na świecie, tylko usprawnień swojego funkcjonowania. Tak na szybko to sobie wynotowałem z wywiadu sentencję:
Jeśli prawda pomaga w przystosowaniu do środowiska i przetrwaniu - świetnie, jeśli nie - tym gorzej dla prawdy. Przystosowanie jest jedyną rzeczą, która się liczy.Bardzo mi się ten fragment podoba, jakoś tak miło mi w uchu brzmi. I pobrzmiewa z tym, co ze dwa dni wcześniej przeczytałem u Kooijmansa (o!, już wiem do czego zmierzałem tam na początku. W ciągu moich 6 dni urlopu przeczytałem sobie 3 i pół książki: reportarze z Turcji Szabłowskiego, reportarze z Kambodży Idlinga, Etykę Badiou i do połowy Niebezpieczną wiedzę Kooijmansa; wszystkie z czystym sumieniem mogę polecić). No w każdym bądź razie, bo pewnie nawias wybił was z rytmu czytania, u Koijmansa zakreśliłem sobie taki fragment:
Na ogół autorzy "nowożytni" byli dogmatycznymi, lub kierującymi się modą zwolennikami Kartezjusza, którzy mieli gotowe wytłumaczenie rozmaitych zjawisk, zanim jeszcze przeprowadzili jakiekolwiek badanie. Zwykle przedstawiali przypuszczenia jako prawdy i rzadko gotowi byli przyznać, że czegoś nie wiedzą.Kooijmans po wielokroć zwraca uwagę, że system Kartezjusza, mimo kilku pozytywów, był w gruncie rzeczy spekulatywny. Kurde od kilku dni głowię się, jak to ugryźć w związku z tzw. neopozytywizmem. Wracając do gazetki. Poza wywiadami to tak na szybko znalazłem całkiem ciekawy (tak mi się zdaje) artykuł na temat pochodzenia moralności. Zdaje mi się, że jest w pełni kompatybilny z tym, co w jakimś rozdziale pisał Precht. Zasadniczo rzecz biorąc, może i warto zajrzeć do tego wydania na dłużej. Nie omieszkam.
No ale tak poszedłem jakoś dłuższą drogą, niż chciałem. Bo zasadniczo to chciałem zacząć od tych pojebów. Otóż z sentymentu zaglądam sobie od czasu do czasu na różne libertariańskie fora. Fora, na których kiedyś się udzielałem, ale z których z różnych powodów zrezygnowałem. No i tak sobie dzisiaj wszedłem na takie jedno forum, coby sprawdzić, czy jeszcze dycha. Jak się okazuje, dycha. Znam naprawdę wielu łebskich libertarian, ludzi, którzy ten bardziej ukrwiony mózg mają we łbie. No więc z góry ich przepraszam za to, co zaraz napiszę. Otóż libertarianie to są pojeby. Takie mam wnioski po przeglądnięciu jednego tematu z pewnego forum. Nie no, masakra, nie Krzysiek?:)
W gruncie rzeczy, to, co chciałem powiedzieć, to już powiedziałem, więc powoli będę kończył. Tak się tylko, wiecie, przypomnieć chciałem. Powiem wam jeszcze, że możecie sobie, co kto lubi, oczywiście, odwiedzić jakiś Empik. Wybrane tytuły tzw. "akademickie i fachowe" mają z 25% rabatem. Wśród nich m.in. ostatni Dawkins. Może więc sobie go kupię...?
A! Nie było mnie parę dni dla świata, ale świat, przynajmniej w ograniczonym stopniu, był dla mnie. Oglądając kilka dni temu Wiadomości, natknąłem się na wypowiedź Semki, że Niemce, swoim projektem wystawy chcą relatywizować historię przez odrzucenie kontekstu wydarzeń. Nie znam się na tym, ale zawsze miałem wrażenie, że to właśnie przywołanie kontekstu jest relatywizowaniem. No, ale każdy ma takich wrogów, jakich sobie stworzy.
Przy okazji w radio, albo radiu usłyszałem, że strona polska już złożyła ponoć jakieś wszystkie dokumenty, których Ruscy wymagali, żeby nasi mogli sobie polecieć do Smoleńska i obadać teren. A Ruskie dalej zgody nie chcą wydać. I pan reporter, który to mówił, albo jeden z zainteresowanych Polaków, nie pamiętam, zadał niby-retoryczne pytanie, co stoi na przeszłodzie, żeby Rosjanie taką zgodę wydali? Więc sobie wymyśliłem kawał.
- Co stoi na przeszłodzie, żeby blablabla?
- Dowody.
No. Słaby. Ale to pierwszy, który wymyśliłem, więc bądźcie wyrozumiali. Za kilka dni, jak czas pozwoli, postaram się napisać już coś konkretnego. Może o tym Badiou...?
Etykiety:
inne
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Anarchiwm
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (30)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (18)
- kultura (19)
- liberalizm (4)
- libertarianizm (14)
- nauka (5)
- polityka (24)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
-
Niech nie sczezną teiści2 dni temu
-
wiersz: swawola lub rozpuszczenie4 dni temu
-
Gold w EUropie4 dni temu
-
-
przybysze z Wegetara1 miesiąc temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 22 mies. temu
-
Witam po przerwie.1 rok temu


4 komentarze:
Kawał zajebisty zaiste. Będzie z Ciebie może jeszcze komik.
z pewnością. Zaraz się zgłoszę do jakiegoś stand up'u. Jak myślisz, czy z jednym kawałem dam radę?:)
"Nie znam się na tym, ale zawsze miałem wrażenie, że to właśnie przywołanie kontekstu jest relatywizowaniem."
Dlaczego relatywizowaniem? Przecież kontekst, w tej sytuacji, to są same, gołe fakty. Niemcy własnie relatywizują- abstrahują od faktów.
Nicek,
no właśnie mi się wydaje, że nie. Same fakty są takie, że Niemcy przesiedlano, Ormian przesiedlano, Słowaków czy kogo tam, przesiedlano i x innych społeczności również przesiedlano. To są fakty i to jest obiektywizowanie.
Kontekst, czyli ukazanie całego tła konkretnych przesiedleń jest już relatywizowaniem.
Prześlij komentarz