28.4.11

Uwrażliwianie

Nie lubię pisać o moich doświadczeniach czytelniczych. W ogóle nie lubię pisać o książkach. Ciężko mi to idzie. Zauważyłem zresztą, że pisanie o czymkolwiek ciężko mi idzie. Nie mam już tej lekkości słowa, którą widziałem kiedyś. Napisałem już tutaj ponad 50 notek, ale naprawdę niewiele jest takich, które naprawdę uważałbym za dobre. Naturalnie, nie uważam, by były to beznadziejne wpisy - gdyby tak było, nie moglibyście ich nigdzie przeczytać. Tak, jak na przykład nie możecie przeczytać wierszy, czy opowiadań, które kiedyś namiętnie pisałem. Z bólem serca więc powtarzam, że nie lubię i nie umiem pisać o książkach, które przeczytałem. Skoro tak jest, tym bardziej powinniście docenić to, co poniżej napiszę.

Skończyłem właśnie czytać smutną książkę. Smutna, to naprawdę najbardziej adekwatny przymiotnik, jaki mogę znaleźć. Prowadzący umarłych to zapis rozmów chińskiego pisarza Liao Yiwu z ludźmi, z którymi wywiadów się nie przeprowadza. Wśród jego rozmówców są m.in. handlarz ludźmi, a konkretnie kobietami, chłop, który obwołał się cesarzem, ogłosił niepodległość swojego cesarstwa, a teraz siedzi w chińskim pierdlu, szczery komunista, ogłoszony jako prawicowiec, były właściciel ziemski, kierownik komitetu sąsiedzkiego, czerwonogwardzista, kontrrewolucjonista, ojciec chłopaka, który zginął na Tian'anmen, hiena cmentarna, złodziej, czy lunatyk, który nieświadomy swojej przypadłości, zapisał się do wojska.

Wszystkie rozmowy, poza kilkoma zupełnie niezwiązanymi z głównym wątkiem, dotyczą rozwoju Chin i ich przeszłości. Począwszy od rewolucji komunistycznej i walce z nacjonalistami, przez Wielki Skok Naprzód, Wielki głód, Rewolucję Kulturalną, otwarcie na świat, aż do współczesności.  Więcej można się z tych rozmów dowiedzieć, niż z niejednego podręcznika do historii Chin.

Trudno nam sobie wyobrazić tamten klimat polityczny. Jeżeli byście mnie spytali, czy pod koniec lat 40. poszedłbym z komunistami, nie potrafiłbym wam odpowiedzieć. Fajnie po przeczytaniu tej książki powiedzieć, że te komuchy to straszne skurwysyny były. Bo były i tego nie da się ukryć. Ale nie wiem, jak sam bym się wtedy zachował. Kto czytał np. Efekt lucyfera, albo nie jest idiotą (czyt. propertarianinem), ten wie, o czym mówię. Nie wiem, jak bym się zachował na miejscu byłego właściciela ziemskiego, oskarżanego o niewyobrażalne zbrodnie przeciwko ludziom pracy, albo na miejscu biednego chłopa, który zabił swoją 3-letnią córkę, by ugotować jej mięso i dać jeść rodzinie. Ta książka poraża.

Fajnie nam się rozmawia, czy komuniści to byli raczej pragmatycy, czy idealiści. W dyskusjach nam wychodzi, że albo pragmatycy, którym się nie udało zrobić dobrze (ew. celowo zrobili dobrze tylko sobie), albo idealiści, bo komunizm to zbrodnia nie tylko na umyśle, ale i na ludzkości, a w ogóle to jakim cudem komuniści wygrywali tu, i tam, i siam. Odpowiedź jest w gruncie rzeczy prosta: ano dlatego, że to były złote lata komunizmu. Komunizm był w Rosji, komunizm był w Chinach, Azji Południowo-Wschodniej, Ameryce Południowej, w Europie. To był złote lata komunizmu. A w Chinach, po przeczytaniu tej książki, ma się wrażenie, że każdy był komunistą. Każdy napiętnowany prawicowiec był komunistą. Bo pewnie był.

Bardzo mocno w pamięć wbił mi się fragment rozmowy z czerwonogwardzistą. Liu Weidong, bo tak się nazywał, zapisał się do Czerwonej Gwardii w 1966 roku. Swoje przeżył, swoje zrobił, a wielu czytelników zupełnie szczerze nazwałoby go kutasem, skurwysynem i komuchem. Z tym ostatnim by się zresztą zgodził, ale to różnice między denotacją a konotacją. Liu Weidong kończy rozmowę tymi słowy (a ja nimi kończę wpis):
Pamiętam, że podczas rewolucji kulturalnej mieliśmy poczucie, że jesteśmy niepokonani, i chcieliśmy zbawić za pomocą komunizmu cały świat. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak skończę. Nawet sam siebie nie umiem zbawić.

3 komentarze:

Slupek pisze...

Jeśli Ty nie umiesz pisać o książkach, to ja tym bardziej. Dlatego ograniczę się do podziękowań, że ten tytuł poleciłeś. Jedna z lepszych książek jakie czytałem w ostatnim czasie.

smootnyclown pisze...

Super,
cieszę się, że się podobało:)

Filip Paszko pisze...

Liao Yiwu został laureatem nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Właśnie za te rozmowy. Książka naprawdę warta nagrody.
http://wyborcza.pl/1,75475,11707279,Nagroda_Kapuscinskiego_dla_Liao_Yiwu__Szczesciarz.html

Podziel się

ostatnio napisał

Search

Ładowanie...

Anarchiwm

tag? katalog?

Technologia Blogger.

Bądź na bieżąco!

Niech żyje logika

Jeżeli:
36 cali = 1 jard,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.

źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39