30.5.11

Dlaczego? - kilka uwag odno艣nie libertarianizmu

Na pytanie "dlaczego?" mo偶emy odpowiada膰 w dw贸jnas贸b. Z jednej strony mo偶emy pyta膰 o przyczyn臋, z drugiej - o cel. Przyczyn膮 jazdy z niezapi臋tymi pasami mo偶e by膰 dawanie odporu temu totalitarnemu systemowi, narzucaj膮cemu nam nazistowskie przepisy, cho膰 celem wcale nie musi by膰 ch臋膰 pozbycia si臋 100 z艂otych, a w niekt贸rych przypadkach osi膮gni臋ciem kalectwa, b膮d藕 przeprowadzki. Albo mniej radykalnie: przyczyn膮 alkoholizmu mo偶e by膰 nadmierny poci膮g do picia, a celem wcale nie musi by膰 zrujnowanie sobie 偶ycia w duchu romantyzmu.  Zasadniczo przyczyna i cel mog膮 by膰 tym samym. Mog膮, ale nie musz膮. Wydaje mi si臋 te偶, 偶e nieadekwatne by艂oby tworzenie dychotomii przyczyna-cel, na wz贸r przyczyny i skutku. Skutek i cel bynajmniej nie s膮 tym samym, a r贸偶ni膮 si臋 tym, 偶e cel jest intencj膮. Oczywi艣cie, skutek r贸wnie偶 mo偶e by膰 celem. O co mi chodzi? Ot贸偶 mo偶emy 艣wiat sobie przedstawia膰, jako zachodzenie r贸偶nych zjawisk ze zwi膮zkami przyczynowo-skutkowymi. 艢wiat cz艂owieka, jak uczy nas ekonomia austriacka, jest 艣wiatem celowym. Cz艂owiek dzia艂a, by osi膮gn膮膰 jaki艣 cel. Oczywi艣cie ch臋膰 osi膮gni臋cia jakiego艣 celu to jedno, to, co wyjdzie z danego dzia艂ania, to drugie. I bynajmniej skutki naszych dzia艂a艅 mog膮 by膰 niezamierzone, tj. cele, jakie sobie stawiali艣my, by艂y inne, ni偶 zaobserwowane poniewczasie skutki. Takie jest 偶ycie. 

Dobrze, mamy wi臋c cz艂owieka, jako homo intentionale, zwierz臋 celowe (przepraszam za s艂ab膮 艂acin臋, ale sko艅czy艂em si臋 jej uczy膰 ju偶 du偶o lat temu i mog臋 co艣 pochrzani膰). Osobi艣cie s膮dz臋 jednak, 偶e ogl膮danie cz艂owieka, jako homo intentionale nie wytrzymuje pr贸by czasu. Najdoskonalszym przyk艂adem tego nieporozumienia jest chyba polityka. Nie znam 偶adnego wyborcy PO, kt贸ry g艂osowa艂 na ni膮 po to, by podnios艂a podatek VAT, na przyk艂ad. Kto艣 powie zaraz z oburzeniem, 偶e to w艂a艣nie nie jest cel, tylko skutek. I oczywi艣cie b臋dzie mia艂 racj臋. Bo mi w艂a艣nie chodzi o to, 偶e rozpatrywanie cz艂owieka, jako intencjonalnego jest bez sensu. Nie jest istotne, jakie przyczyny kierowa艂y cz艂owiekiem, lecz to, jakie wywar艂 skutki. Jego cel, ch臋ci i intencje s艂u偶y膰 mog膮 jedynie do wybrukowania piek艂a - i tak to si臋 zazwyczaj dzieje na przyk艂ad w polityce. Historia nie uczy nas cel贸w r贸偶nych dzia艂a艅, czy to spo艂ecznych, czy politycznych, czy militarnych. Uczy nas skutk贸w. O celach wspomina raczej w kontek艣cie rozbie偶no艣ci mi臋dzy jednymi, a drugimi. Historia jest przestrog膮 przed przygl膮daniem si臋 celom, nie skutkom.

Cz艂owiek jednak na b艂臋dach si臋 nie uczy, a ju偶 libertarianin w og贸le. Dla libertarianina 艣wiat cz艂owieka jest 艣wiatem celowym. Oczywi艣cie, nie jest tak, 偶e cz艂owiek nie dzia艂a z ch臋ci osi膮gni臋cia jakiego艣 celu. Dzia艂a. Rzecz w tym, 偶e pr贸ba tworzenia z takiego twierdzenia aksjomatu i wyprowadzenie z niego ca艂ej etyki libertaria艅skiej jest, delikatnie m贸wi膮c, krucha. Warto zauwa偶y膰 na wst臋pie, 偶e jest to twierdzenie tautologiczne w tym sensie, 偶e ka偶de dzia艂anie, niezale偶nie od tego, za jakie je by艣my uwa偶ali, musimy uzna膰 za racjonalne i przyj膮膰 za zasadne. W ko艅cu skoro kto艣 postanowi艂 zadzia艂a膰 w spos贸b A, to znaczy, 偶e mia艂 na wzgl臋dzie cel N, kt贸ry zamierza艂 osi膮gn膮膰. Cel N mia艂 by膰 dla niego zmniejszeniem niedogodno艣ci, poprawieniem swojej pozycji, wzgl臋dem stanu wyj艣ciowego. Je偶eli skutek by艂 odwrotny, od zamierzonego celu, mo偶emy powiedzie膰, 偶e zosta艂y obrane z艂e 艣rodki do osi膮gni臋cia danego celu. Jednak samo dzia艂anie mo偶emy jako takie oceni膰 dopiero post factum - uprzednio jedyne, co mogli艣my powiedzie膰 to to, 偶e osobnik racjonalizuj膮c swoje po艂o偶enie, swoje ch臋ci i dost臋pne 艣rodki, postanowi艂 uczyni膰 A, by osi膮gn膮膰 cel N. Konsekwencj膮 takiego twierdzenia mo偶e jest pewien impas, polegaj膮cy na przymusie uznania wszystkich dzia艂a艅, za dzia艂ania racjonalne.

Je偶eli chcieliby艣my odrzuci膰 ten wniosek, musieliby艣my odrzuci膰 przyczyn臋. Oczywi艣cie, mo偶emy si臋 t艂umaczy膰, 偶e libertarianizm postrzega celowo艣膰 w kategoriach subiektywnej racjonalno艣ci, co jednak wcale nie poprawia naszej sytuacji, a wr臋cz j膮 pogarsza. Osobi艣cie proponuj臋 odrzuci膰 wst臋pne za艂o偶enie i zaj膮膰 si臋 powa偶niejszymi sprawami. Taka ma艂a rada, bo libertarianizm ca艂y czas siedzi w bagnie my艣lenia celowo艣ciowego. Moja osobista opinia nijak si臋 jednak ma do rzeczy, z punktu widzenia libertarianizmu, podstawowych.

Jest takie pocieszne forum, na kt贸rym banda 艣wir贸w gada o r贸偶nych pomys艂ach rodem z literatury fiction, niekoniecznie science. Jaki艣 czas temu pojawi艂a si臋 dyskusja na temat w艂a偶enia komu艣 na chat臋, tj. ziemi臋, bo tam gadamy o sytuacjach w艂a艣cicieli ziemskich. Naszkicuj臋 wam teraz sytuacj臋, 偶eby艣cie nie musieli wpada膰 na forum, na kt贸rym i tak was pewnie nie chc膮. Ot贸偶 jest sobie kolo, kt贸ry ma ziemi臋. Ma ziemi臋, ma chat臋, ma p艂ot i ma tabliczk臋, 偶e "no trespassing". I jest sobie banda 艣wir贸w, znaj膮c 偶ycie - student贸w, kt贸rzy chc膮 艣pi膮cemu kumplowi zrobi膰 kawa艂 i wnosz膮  go na teren posesji tego typa. S艂owem, trespassuj膮. No to nasz w艂a艣ciciel ziemski, kt贸ry znalaz艂 艣pi膮cego przest臋pc臋 (naruszenie w艂asno艣ci), postanawia pokaza膰 gnojowi, jaki to "pan W膮ski jest debe艣ciak" i strzela mu w ry艂o. Za艂贸偶my na razie, 偶e pi臋艣ci膮. Student zrywa si臋 na r贸wne nogi i gotowy do bitki. 

Zatrzymajmy si臋 na razie tutaj. Pytanie, jakie zostaje tutaj postawione teorii libertaria艅skie, jest nast臋puj膮ce: czy nasz ziemianin m贸g艂 zrobi膰, co zrobi艂, tj. obi膰 ry艂o? Wbrew pozorom, odpowied藕 na to pytanie nie jest 艂atwa. Sp贸jrzmy na to najpierw z pozycji w艂a艣ciciela: moja ziemia i nie m贸j typek. Na nic takiego si臋 nie zgadza艂em, a wyra藕nie nawet zaznaczy艂em, 偶eby nie w艂azi膰. A on wlaz艂. No to bach, w ry艂o go. Sprawa wydaje si臋 prosta, ale ju偶 z punktu widzenia naszego studenta rzecz jest bardziej skomplikowana: 艣pi臋 sobie, 艣pi臋, a偶 tu nagle mnie jaki艣 buc w twarz bije. Wi臋c zrywam si臋, chuj wie, gdzie ja jestem, i nie dam sobie mordy bi膰. Libertarianin ma w takiej sytuacji dwa dylematy. Pierwszy jest pytaniem "komu?", a drugi: "co?". Do kogo w艂a艣ciciel posesji powinien mie膰 uzasadnione roszczenia: do grupki dowcipnisi贸w, czy do ofiary dowcipu? Z jednej strony, to ofiara dowcipu narusza jego teren i to bez jego zgody. Z drugiej: przekroczenie p艂otu nie by艂o studenta intencj膮. Je偶eli po intencjach ich poznacie, studenta nale偶y zwolni膰 od wszelkiej odpowiedzialno艣ci. Podobnie jak pijanego pana Janka, zab贸jc臋 ci臋偶arnej matki z c贸rk膮, kt贸re przechodzi艂y przez ulic臋 o niew艂a艣ciwym czasie. W ko艅cu celem pijanego pana Janka nie by艂o zabicie, a jedynie trafienie do domu po niez艂ych baletach. Czy libertarianin b臋dzie broni艂 pijanego pana Janka? Oczywi艣cie, znajd膮 si臋 takie rodzynki, kt贸rzy b臋d膮 broni膰 Josepha Fritzla, bo to w ko艅cu jego rodzina i jego dom by艂. A ich jedynym zarzutem do w艂odarzy Korei P贸艂nocnej b臋dzie to, 偶e nie zdobyli w艂adzy w spos贸b zgodny z aksjomatami. Chcia艂bym jednak pogada膰 o ludziach inteligentnych. Pozwol臋 wi臋c sobie za艂o偶y膰, 偶e inteligentny libertarianin we藕mie pod uwag臋 nie tyle cel, ile skutek. A skutek jest taki, 偶e pan Janek zabi艂 dziecko i ci臋偶arn膮, a student narusza w艂asno艣膰 bez zgody w艂a艣ciciela.

Drugi dylemat tej sytuacji odnosi si臋 do pytania "co?". W moim przyk艂adzie dosz艂o do obicia ryja, w forumowym oryginale by艂a mowa o odstrzeleniu nie tylko jajec. Oczywi艣cie pytanie "co?" jest uproszczon膮 wersj膮 prawdziwego dylematu, kt贸ry mo偶na wyrazi膰 pytaniem: co mo偶e w艂a艣ciciel? Je偶eli w艂asno艣膰 definiujemy, jako prawo do wy艂膮cznego, trwa艂ego u偶ytkowania, na przyk艂ad 艂opaty, to oznacza to, 偶e ja, b臋d膮c w艂a艣cicielem, jestem jedyn膮 osob膮, kt贸ra bez pytania kogokolwiek o zgod臋, mo偶e rzeczonej 艂opaty u偶ywa膰. Mog臋 ni膮 kopa膰 rowy, albo nawet zniszczy膰, ale nie mog臋 nikogo t膮 艂opat膮 zdzieli膰, bo wtedy ju偶 dotykamy nie swojej w艂asno艣ci. Je艣li ktokolwiek inny by chcia艂 u偶ywa膰 mojej 艂opaty, musi si臋 mnie spyta膰 o zgod臋, a ja musz臋 mu j膮 wyrazi膰. Innymi s艂owy, to ja decyduj臋 o swojej w艂asno艣ci. Je偶eli wi臋c kto艣 wkracza na m贸j teren bez mojej zgody, to mam prawo mu to wkraczanie skutecznie wybi膰 z g艂owy. Na przyk艂ad strza艂em w potylic臋?

R贸偶nie m贸wi膮. Rothbard na przyk艂ad wspomina艂 co艣, ale tylko czasami, o proporcjonalno艣ci; o tym, 偶e 偶aden s膮d, czy agencja arbitra偶owa nie uniewinni typa, kt贸ry odstrzeli艂 ma艂emu dziecku g艂ow臋, bo jego (dziecka) pi艂ka wpad艂a na posesj臋 w艂a艣ciciela. Problem w艂adzy i w艂asno艣ci jest casusem Fritzla. Abstrahuj膮c jednak od wsp贸艂czesnych system贸w spo艂eczno-politycznych, problem ten w libertarianizmie jest dosy膰 istotny. Co mo偶e w艂a艣ciciel na swojej dzia艂ce? Z jednej strony - mo偶e wszystko: to w ko艅cu jego dzia艂ka, a na prywatnym terenie obowi膮zuj膮 prywatne regu艂y. Europa tysi膮ca Lichtenstein贸w i tak dalej. W艂a艣ciciel jest suwerenem. Odwo艂uj膮c si臋 do teorii Carla Shmitta, kt贸r膮 w gruncie rzeczy libertarianin powinien akceptowa膰, tj. do stwierdzenia, 偶e suwerenem jest ten, kt贸ry ma prawo wprowadzenia stanu wyj膮tkowego na danym terenie, mo偶emy zauwa偶y膰, 偶e mo偶no艣膰 wprowadzenia stanu wyj膮tkowego jest atrybutem w艂adzy. Truizm, wiem. Ale truizm dosy膰 istotny. Ot贸偶 wprowadzenie stanu wyj膮tkowego jest symbolicznym dookre艣leniem, kto na danym terenie ustala regu艂y. Je艣li wi臋c w艂a艣ciciel, wracaj膮c do naszego przyk艂adu, odstrzeli studentowi g艂ow臋, a nast臋pnie s膮d orzeknie, 偶e by艂a to kara niewsp贸艂mierna do winy, oka偶e si臋, 偶e to nie w艂a艣ciciel okre艣la zasady przebywania na swoim terenie. W艂a艣ciciel nie jest suwerenem. W艂a艣ciciel nie jest w艂a艣cicielem.

A teraz wyobra藕my sobie, 偶e w艂a艣ciciel nie zgadza si臋 na skazuj膮cy wyrok i nie ma zamiaru podda膰 si臋 karze - wyp艂aci膰 odszkodowanie rodzinie, czy co tam s膮d wymy艣li. Wraca sobie z powrotem do chacjendy i 偶yje spokojnie. Co mog膮 zrobi膰 s臋dziowie i ich zwolennicy w takim sporze? Mog膮 zrobi膰 - i jest to tak naprawd臋 jedyne "skuteczne" dzia艂anie - wjazd na chat臋 i si艂owe uregulowanie nale偶no艣ci. W takiej sytuacji jednak idzie si臋 jeba膰 w艂a艣ciciel, jego suwerenno艣膰 i aksjomat nieagresji. Znajdujemy si臋 w jakim艣 wulgarnym stirneryzmie. Dostrzegam tutaj jeden manewr, kt贸ry libertarianin mo偶e zastosowa膰, by uzasadni膰 ograniczenie w艂adzy w艂a艣ciciela. Ot贸偶 mo偶e libertarianin odwo艂ywa膰 si臋 do zasad, tj. do aksjomat贸w, z kt贸rych mo偶na wyprowadzi膰 ca艂膮 etyk臋 libertaria艅sk膮, w艂膮cznie z zasad膮 proporcjonalno艣ci kary, itd. Innymi s艂owy: prawo naturalne. Je艣li jednak mam by膰 szczery, uwa偶am, 偶e to jest s艂aby argument. Pomijaj膮c ju偶 ca艂y, w膮tpliwy zreszt膮, proces dedukcji, trzeba zada膰 pytanie, co sk艂oni w艂a艣ciciela, by uzna艂 za wi膮偶膮ce prawo naturalne z ca艂ym jego inwentarzem?

Ca艂y czas bowiem opieramy si臋 na tym, 偶e w艂a艣cicel, niby-suweren, nie wyrazi艂 zgody na przekroczenie jego p艂ota przez studenta, w艂odarzy z s膮du, czy wujka Zbyszka. Jego prawo, by takiej zgody nie wyrazi膰, a w zwi膮zku z tym - nie maj膮 oni prawa wkracza膰 na jego terytorium. Libertarianin nie mo偶e powo艂ywa膰 si臋 w takiej sytuacji na domniemanie zgody - takie zjawisko nie wyst臋puje w teorii libertaria艅skiej. Rothbard wspomina艂 o domniemanej zgodzie tylko w jednym wypadku - by uzasadni膰 twierdzenie, 偶e pa艅stwo opiera si臋 na przymusie (znany przyk艂ad z jednym anarchist膮 w kraju). Domniemana zgoda nie jest zgod膮, a jedynie przypuszczeniem zgody - musi ona by膰 wyra偶ona explicite, je艣li ma by膰 obowi膮zuj膮ca.

Pami臋tacie jeszcze przyk艂ad Rothbarda z dwoma alternatywami odrzucenia uznania wy艂膮czno艣ci w艂asnego cia艂a? Wtedy, 偶e albo wszyscy maj膮 wszystkich, albo nikt nie ma nikogo? Rothbard twierdzi, 偶e skutkiem przyj臋cia ka偶dej z tych dw贸ch alternatyw jest niechybna 艣mier膰 rasy ludzkiej: je艣li nikt nie ma nikogo, nawet siebie, to nikt nie mo偶e nic zrobi膰, a wi臋c nawet zachowa膰 偶ycia. Nie b臋dziemy si臋 nad Rothbardem zn臋ca膰 i nie zapytamy, co to w og贸le znaczy, 偶e kto艣 nie mo偶e nic zrobi膰? Co to znaczy "nic" w tym kontek艣cie? Nie b臋dziemy szuka膰 odpowiedzi. Co do drugiej alternatywy, chcia艂bym zwr贸ci膰 uwag臋 na uzasadnienie Rothbarda. Ot贸偶 twierdzi on, a powtarza za nim Hoppe, 偶e je艣li wszyscy maj膮 wszystkich, to nikt nie mo偶e zrobi膰 - ponownie - nic, bez uprzedniej zgody ka偶dego bez wyj膮tku na 艣wiecie. Wszech艣wiatowy komunizm, rozumiecie. Ponownie, nie b臋dziemy si臋 zn臋ca膰 i nie b臋dziemy pyta膰, dlaczego akurat wszech艣wiatowy, itd. Chodzi o to, 偶e domniemana zgoda nie ma racji bytu - albo  kto艣 wyrazi艂 zgod臋 explicite, albo nie wyrazi艂 zgody.

Libertarianizm nie radzi sobie z wieloma pytaniami. Je艣li mam by膰 szczery, uwa偶am, 偶e jest to problem dogmatyzmu. Ale to jest libertarianizmu problem, nie m贸j. To libertarianizm musi sobie z tym poradzi膰. 

16 komentarze:

panika2008 pisze...

Jest jedno proste teoretycznie, aczkolwiek ca艂kowicie karko艂omne praktycznie, rozwi膮zanie systemowe usuwaj膮ce sprzeczno艣ci propertarianizmu. Oparcie wszystkiego na 艣cis艂ym legalizmie. Realizacja od strony prawa mo偶e wygl膮da膰 tak, 偶e wszystkie tytu艂y w艂asno艣ci s膮 ograniczone w spos贸b definiuj膮cy zakres suwerenno艣ci na danym terytorium - i ograniczenia s膮 przymusowo przechodnie, tzn. nabywca staj膮c si臋 w艂a艣cicielem musi po pierwsze przyj膮膰 regu艂y, po drugie, przyj膮膰 obowi膮zek sformu艂owania identycznych ogranicze艅 przy zbywaniu nieruchomo艣ci. Mo偶na nawet w kontraktach przechodnio zapisa膰 klauzule o egzekucji zapis贸w przez wsp贸lnot臋 jako ca艂o艣膰 (偶e np. jak na swojej ziemi odstrzelisz studenciakowi g艂ow臋, to wsp贸lnota zgodnie z kontraktem robi Ci wjazd i gangbang bez wazeliny). Powstaje oczywi艣cie problem co z dzie膰mi, ale to ju偶 na inn膮 dyskusj臋. No i oczywi艣cie problem jajka i kury, innymi s艂owy stanu zero. Mo偶e po prostu idealny system propertaria艅ski nie jest mo偶liwy ze wzgl臋du na ograniczenia logiczne - albo mo偶liwy tylko przy za艂o偶eniu istnienia gdzie艣 kiedy艣 chocia偶 przez moment o艣wieconego despoty - w艂a艣ciciela ca艂ego 艣wiata, lub - co r贸wnie lub jeszcze bardziej idiotyczne - o艣wieconej zbie偶no艣ci i jednomy艣lno艣ci wsp贸lnoty przy konstrukcji wzajemnie zaz臋bionych i trzymaj膮cych si臋 w ryzach um贸w.

Adam Duda pisze...

Czy to forum takie nieprzyjazne to liberarianizm.net?
Przed kilkoma dniami wszed艂em tam na chwilk臋 i juz zd膮偶y艂em zarobi膰 -3 do reputacji :D:D:D

http://libertarianizm.net/thread-1414.html

A propos w艂asno艣ci to polecam Ci przeczytanie pewnej rozprawy kolegi z bloga
http://chlebus.eco.pl/POWERS/BezWladz.htm

dzia艂 "W艂asno艣膰" o posiadaniu australii przez jednego cz艂owieka :)

smootnyclown pisze...

Adam,
Widzisz, m贸wi艂em, 偶e was tam nie chc膮:) Po co si臋 pchacie?:)
Temat australijski przeczytam, jak b臋d臋 mia艂 wi臋cej czasu... Mam nadziej臋, 偶e warto:)

Panika,
Mo偶na nawet w kontraktach przechodnio zapisa膰 klauzule o egzekucji zapis贸w przez wsp贸lnot臋 jako ca艂o艣膰
Pozwol臋 sobie przyczepi膰 si臋 do tego fragmentu. Ot贸偶 to nie przejdzie. Zak艂adaj膮c nawet, 偶e libertarianin zgodzi si臋 na wcze艣niejszy wyw贸d (w co w膮tpi臋), to jednak nie ma szansy na zgod臋 co do jakiej艣 "wsp贸lnoty, jako ca艂o艣ci". Bo to przecie偶 jaki艣 lewacki i etatystyczny kolektywizm, a przecie偶 tylko jednostki mog膮 dzia艂a膰. Ju偶 pr臋dzej libertarianin b臋dzie m贸g艂 przyj膮膰 jednego w艂a艣ciciela ziemi, kt贸ry wynajmuje po kawa艂ku innym, ale jest, 偶e zn贸w wr贸c臋 do Schmitta, suwerenem, tj. ostatnim sprawiedliwym (bo przecie偶 w艂asno艣ciowym, wi臋c musi by膰 sprawiedliwym). Mo偶na tu pokaza膰 przyk艂ad prywatnej kamienicy i najemc贸w. Tak, czy inaczej, wracamy tutaj do 艣redniowiecza - pana feudalnego i wasali.

Adam Duda pisze...

To jest kr贸tkie z t膮 Australi膮, ale porusza ciekawy w膮tek czym jest w zasadzie w艂asno艣膰. W sensie nadal nie wiemy :)

Maciej Dudek pisze...

@smootny

No ja zauwa偶y艂em pewn膮 zbie偶no艣膰 tez krytyk贸w libertarianizmu (w tym i Twoj膮) z pomys艂ami tzw. "hardkorowych" libertarian.

Ot贸偶 i krytycy i hardkorowcy tworz膮 sobie jakiego艣 chocho艂a, kt贸rym jest domniemana "suwerenno艣膰" w艂a艣ciciela w granicach swego terytorium, na wz贸r suwerenno艣ci pa艅stwowej.

Nie mam pomys艂u sk膮d si臋 taka koncepcja wyklu艂a i dlaczego jest powielana, skoro jej b艂臋dno艣膰 wrzeszczy a偶 do nieba :)

I nie chodzi tu o jakie艣 "rozmi臋kczanie" w艂asno艣ci tylko o mo偶liwie 艣cis艂e trzymanie si臋 tej zasady.

smootnyclown pisze...

呕e, Ma膰ku, co jest chocho艂em? Ciesz臋 si臋, 偶e dostrzegasz b艂臋dno艣膰 libertaria艅skiej koncepcji w艂asno艣ci.

Je艣li chcia艂by艣 porozmawia膰 troszk臋 powa偶niej, to czekam na jakie艣 rozwijaj膮ce argumenty.

Maciej Dudek pisze...

Ach, wi臋c rozmawiam niepowa偶nie pos艂uguj膮c si臋 argumentami, kt贸re nie s膮 rozwijaj膮ce. I ucieszy艂o Ci臋, 偶e "dostrzegam" "b艂臋dy" libertaria艅skiej koncepcji w艂asno艣ci :)

No skoro艣 taki powa偶ny i monumentalny, to nie przypuszczam aby艣 opiera艂 si臋 w艂膮cznie na "libertaria艅skiej koncepcji w艂asno艣ci prezentowanej przez forumowych hardkorowc贸w.

Z czego zatem wywodzisz, 偶e libertarianizm przewiduje prawo w艂a艣ciciela do stanowienia dowolnego prawa w granicach swojego terenu? Czy zechcesz zwr贸ci膰 ku temu niepowa偶nemu pytaniu swoje ucho i oko? Czy pochylenie si臋 w odpowiedzi nie zburzy drapowanych fa艂d贸w Twojej togi?

smootnyclown pisze...

Ma膰ku:
Rothbard+Hoppe+dedukcja alias logiczne implikacje. Jak sobie pan 偶yczysz, to w wolnej chwili postaram si臋 podrzuci膰 troch臋 cytat贸w z komentarzem. Zastrzegam jednak, 偶e wolna chwila mo偶e wypa艣膰 tej, b膮d藕 nast臋pnej nocy.

I jeszcze taka jedna uwaga. Ot贸偶 po pierwsze, nie mam poj臋cia, co mia艂o znaczy膰 zdanie
skoro艣 taki powa偶ny i monumentalny, to nie przypuszczam aby艣 opiera艂 si臋 w艂膮cznie na "libertaria艅skiej koncepcji w艂asno艣ci prezentowanej przez forumowych hardkorowc贸w., gdzie gdzie艣 tam zacz膮艂e艣 cudzys艂贸w, ale nie wiem, gdzie chcia艂e艣 sko艅czy膰, a poza tym jest kompletnie bez zwi膮zku z ca艂o艣ci膮. I po drugie, zmie艅 troszk臋 ton.

Maciej Dudek pisze...

Skoro na dzie艅 dobry namawiasz mnie do powagi to sobie dworuj臋 z tej rady bo jest troch臋 napuszona. Nie widz臋 oczywi艣cie przeszk贸d, 偶eby powr贸ci膰 do bardziej uprzejmych ton贸w :)

Z ch臋ci膮 poczekam na uzasadnienie ww. tez, bo sprawa jest ostatnio do艣膰 istotna w libertaria艅skim 艣wiatku RP.

Pozdrowka I bez urazy.

szopeno pisze...

Nie jest prawd膮, 偶e cz艂owiek _zawsze_ post臋puje racjonalnie, 偶eby osi膮gn膮膰 jaki艣 cel. R贸wnie偶 twierdzenie, 偶e post臋powanie, by osi膮gn膮膰 jaki艣 cel jest racjonalne jest nieprawdziwe. Albo inaczej, jest niezgodne z powszechnie uznawan膮 definicj膮 racjonalno艣ci.

1) Je偶eli kto艣 ma ochot臋 na piwo i si臋 upija, to chocia偶 podejmuje dzia艂anie "kupno piwa", to nie post臋puje racjonalnie (tzn. mo偶e post臋powa膰 racjonalnie, albo nie). "Racjonalny" oznacza "przemy艣lany", "zgodny z rozumem". Dzia艂ania podejmowane pod wp艂ywem emocji z definicji racjonalne nie s膮. Libertarianie, ktorych zna艂em, radzili sobie z problemem beztrosko zmieniaj膮c definicj臋 racjonalizmu.

2) Istnieje sporo dzia艂a艅, kt贸re ludzi podejmuj膮, kt贸re nie maj膮 _偶adnych absolutnie_ 艣wiadomych cel贸w. Owszem, mo偶na je wt贸rnie racjonalizowa膰, pokazuj膮c, 偶e celem by艂o "zabicie nudy" (np. kto艣 idzie i kopie w pust膮 puszk臋 po koli, albo bezmy艣lnie d艂ubie w nosie).

3) Ja tam swoj膮 drog膮 rozwa偶aj膮c kiedy艣 w艂asno艣膰, doszed艂em do wniosku (tymczasowego, nie mia艂em czasu to dok艂adnie przemy艣le膰), 偶e "posiadanie" ziemi mo偶e by膰 niemoralne (o ile to jest samo "posiadanie" wynikaj膮ce z tego, 偶e kto艣 po prostu pierwszy ziemi臋 zaj膮艂 i ogrodzi艂).

Swoj膮 drog膮, zdumiewa mnie zawsze, jak bardzo _naiwni_ s膮 czasami libertarianie. Sam flirtowa艂em z libertarianizmem, i do dzisiaj mam sporo sympatii z tym kierunkiem, ale po prostu czasami mi r臋ce opadaj膮. Pami臋tam jak kiedy艣 jeden taki mi udawadnia艂, 偶e b臋dzie git, jak libertarianie zajm膮 sobie wysp臋 a zapewni膮, 偶e nikt ich nie zaatkuje maj膮c bro艅 masowego ra偶enia. R臋ce opadaj膮...

Adam Duda pisze...

szopeno. Ty jeszcze nie rozmawia艂e艣 z prawdziwymi libertarianami.

Zreszt膮 Ci libertarianie, a pewnie troch臋 ich jest na 艣wiecie mogli by w ko艅cu co艣 zrobi膰, zamiast bez ko艅ca uprawia膰 intelektualny onanizm, wiedz膮c 偶e to i tak nigdy nie doprowadzi do niczego.

Mogli by si臋 skrzykn膮膰 na 艣wiecie, wykupi膰 wysp臋 - taki Madagaskar (jak kiedy偶 呕ydzi wykupili sobie kraj) i zrobi膰 sobie AKAP. Daje im 3 dni na imprezy a po 3 dniach pok艂贸cili by sie o koncepcj臋 w艂asno艣ci, a po siedmiu by艂by wi臋kszy zamordyzm jak w Polsce. :)

Jacek Sierpi艅ski pisze...

Ja to widz臋 tak:
1) Student z przyk艂adu nie naruszy艂 praw w艂asno艣ci w艂a艣ciciela posesji, bo naruszy膰 te prawa mo偶na tylko jakim艣 czynem, a on 偶adnego czynu nie dokona艂. Prawa te naruszyli ci, co podj臋li dzia艂anie, tj. wnie艣li tego studenta za ogrodzenie. Student naruszy prawa w艂asno艣ci dopiero wtedy, je艣li odm贸wi opuszczenia posesji wbrew 偶膮daniu w艂a艣ciciela.
Czyli: w艂a艣ciciel posesji nie ma (z punktu widzenia zasad libertarianizmu) prawa ot tak sobie obi膰 studentowi ryja od razu jak go znajdzie. Ma natomiast prawo za偶膮da膰, by si臋 wyni贸s艂 i dopiero jak tamten go nie pos艂ucha, obi膰 mu ryja w celu zmuszenia go do wyniesienia si臋.
Natomiast do jego kumpli ma teoretycznie s艂uszne odszkodowanie za naruszenie w艂asno艣ci, ale je艣li rzeczywista szkoda nie by艂a wielka (a w takim przypadku by艂a znikoma), to i odszkodowanie powinno by膰 znikome.
2) Prawo w艂asno艣ci do terenu to nie suwerenno艣膰 na danym terenie. Uznawanie w艂a艣ciciela nieruchomo艣ci za suwerena w jej granicach to nie libertarianizm, tylko jakie艣 jego dziwne konserwatywne wypaczenie, w kt贸rym uniwersalne regu艂y nieagresji i samoposiadania zostaj膮 faktycznie zast膮pione "prawem ziemi". Prawo w艂asno艣ci do nieruchomo艣ci (czy do czegokolwiek innego, np. parasola) polega na tym, 偶e w艂a艣ciciel ma prawo decydowa膰 o tej nieruchomo艣ci (czy parasolu), w tym m. in. ustala膰 regu艂y dotycz膮ce u偶ytkowania tej nieruchomo艣ci (czy parasola) - mi臋dzy innymi wykluczy膰 z u偶ytkowania kogo chce. Ale z tego nie wynika, 偶e ma prawo ca艂kowitego decydowania o ludziach u偶ytkuj膮cych t臋 nieruchomo艣膰 (czy parasol), np. do uczynienia z nich niewolnik贸w, albo zabicia dla kaprysu. Nawet, je艣li kto艣 u偶ytkuje jego nieruchomo艣膰 (lub parasol) bez jego zgody, to ma prawo u偶y膰 si艂y tylko w takim zakresie, jaki jest potrzebny do wymuszenia tego, by ten kto艣 przesta艂 u偶ytkowa膰 (co w skrajnych przypadkach mo偶e owszem oznacza膰 nawet zabicie, ale nigdy np. uwi臋zienie na czas d艂u偶szy ni偶 potrzeba na "uwolnienie" przedmiotu w艂asno艣ci od osoby, kt贸ra j膮 narusza).
Owszem w libertarianizmie mo偶liwe jest co艣 w rodzaju quasi-suwerenno艣ci na podstawie dobrowolnych um贸w (np. kto艣 wchodz膮c na czyj艣 teren wyra偶a zgod臋 na to, 偶e w艂a艣ciciel terenu mo偶e zrobi膰 z nim co chce). Ale nie jest to zasada domy艣lna i raczej nie s膮dz臋, by wielu ludzi na takie umowy sz艂o.
3) W przypadku, je艣li kto艣 jest co艣 winien komu艣 innemu i si臋 od tego uchyla, zgodnie z libertarianizmem mo偶na w celu odebrania d艂ugu naruszy膰 jego w艂asno艣膰, tj. zrobi膰 mu na przyk艂ad "wjazd na chat臋". Albo nawet zatrzyma膰 go na ulicy i wyci膮gn膮膰 mu pieni膮dze z kieszeni. I aksjomat nieagresji nie idzie si臋 jeba膰, poniewa偶 to dzia艂anie jest z punktu widzenia libertarianizmu dzia艂aniem obronnym (podj臋tym w celu odzyskania czyjej艣 w艂asno艣ci), a nie agresj膮.

Maciej Dudek pisze...

Jacku, to wypowied藕 ex cathedra ;) zaraz j膮 podlinkuj臋 na naszym forum.

Niby wydaje si臋 to oczywiste ale jednak warto powtarza膰 bo ta "suwerenno艣膰" to g臋ba, kt贸r膮 si臋 pr贸buje libertarianom w Polsce przyprawia膰.

Cokeman pisze...

Bardzo dobry artyku艂. W og贸le libertarianie maj膮 problem z tym, 偶e z jednej strony chc膮 wolno艣ci a z drugiej chc膮 t膮 wolno艣膰 obwarowa膰 jakimi艣 regulacjami, kt贸re nazywaj膮 aksjomatami. Takie tam idea艂y i pobo偶ne 偶yczenia.
Na swoim blogu niedawno pisa艂em o mentalnej impotencji wolno艣ciowc贸w.
Musz臋 w ko艅cu przeczyta膰 Stirnera.

ja艣 skoczowski pisze...

@Maciek

Je艣li suwerenno艣膰 polityczna kogo艣 jest ograniczona przez prawa cz艂owieka i tak nale偶a艂oby rozumie膰 Schmitta, to wszelkie pa艅stwa, kt贸re przestrzegaj膮 w jakim艣 zakresie praw cz艂owieka (a nie tylko nadaj膮 je i dorzucaj膮 ca艂kiem dowolnie) nie s膮 suwerenne politycznie. a twierdz臋, 偶e tak nie jest, wi臋c suwerenno艣膰 polityczna jednostki oznacza po prosty zindywidualizowanie polityki mi臋dzynarodowej. I to jest pomys艂 stary, bo chyba si臋ga Warrena.

ja艣 skoczowski pisze...

"Ma natomiast prawo za偶膮da膰, by si臋 wyni贸s艂 i dopiero jak tamten go nie pos艂ucha, obi膰 mu ryja w celu zmuszenia go do wyniesienia si臋."

A to ciekawe dlaczego, skoro zawsze narusza prawo ni偶sze w hierarchii? Od kiedy mo偶na uzna膰 za proporcjonalne naruszenie czyjego艣 prawa do w艂asnego cia艂a wzgl臋dem naruszenia czyjej艣 w艂asno艣ci? Znam jedno wyt艂umaczenie tego, jest to wyt艂umaczenie Rothbarda i jest kompletnie m臋tne. Bo gdyby w艂asno艣膰 powsta艂a na sutek pracy (i mog艂oby dotyczy膰, bez w膮tpliwo艣ci, to tylko tej w艂asno艣ci, a nie jak chce Rothbard, te偶 tej nabytej przez handel czy obdarowanie), to dalej nie by艂aby osoba, kt贸ra t膮 prac臋 wykona艂a. Inaczej narodzony cz艂owiek m贸g艂by by膰 czyj膮艣 w艂asno艣ci膮.

Search

艁adowanie...

Blog Archive

tag? katalog?

Technologia Blogger.