20.5.11

Semantyka

Tak to już jest na tym najdoskonalszym ze światów, że nazywamy to, co już jest. Nie "jest" w sensie "mogę dotknąć, kopnąć, się potknąć", tylko w sensie szerszym: coś, czego w jakiś, niekoniecznie namacalny, sposób doświadczam (choćby i w wyobraźni). Tak sądzę. Mamy na ten przykład słowo "stół", które po naszemu oznacza, nikt by się nie domyślił, stół. Ale mamy słowo "zamek", które w zależności od kontekstu, może oznaczać na przykład średniowieczną budowlę, suwak, albo hm... mechanizm, służący do zamykania drzwi na klucz. Nie odkrywam chyba Ameryki, pisząc, że kontekst ma znaczenie. 


Nie wiem, czy wiecie, ale na świecie istnieją jednorożce. Powaga. Kiedyś ludzie byli inni niż teraz i wierzyli np. w Boga, wiedźmy, wróżki, czarcie moce, szatany i inne temu podobne. Obecnie pozostał nam jeszcze Bóg, od biedy szatan, a w grupie dziewcząt 13+ doszedł jeszcze wampir z wilkołakiem. Za to w jednorożce już nie wierzymy. Kiedyś wierzyli, a ich istnienie prosto z Jawy Małej (obecnie Sumatra) relacjonował Marco Polo. Wedle naszego podróżnego kupca jednorożce nie są podobne do (tutaj satyryczny opis Umberto Eco) wdzięcznych białych jelonków ze spiralnym rogiem. Wyglądają raczej, jak... no, sami to sobie wyobraźcie: 
niewiele co mniejsze od słoni. Sierść mają podobną do bawolej, a nogi jak słonie. Mają róg jeden na czole bardzo wielki i czarny. Lecz mówię wam, że nie atakują rogiem tym, lecz językiem: gdyż na języku mają kły bardzo długie [...]. Głowę mają na kształt odyńca i zawsze noszą ją pochyloną ku ziemi; przebywają chętnie w błocie i mule. Szkaradny jest widok tego zwierzęcia [...].

No i kto bez cioci wikipedii i wujka google'a wie, o jakich to jednorożcach pisał Marco Polo? Jasne, że o nosorożcach.

Wszystko powyższe jest niejako wprowadzeniem do sedna niniejszego wpisu. Otóż obserwuję od jakiegoś czasu próbę "odzyskania" libertarianizmu. Już wyjaśniam. Od jakiegoś czasu w polskim światku libertariańskim używany jest termin "vulgar libertarian". Sęk w tym, że termin ten był do tej pory stosowany raczej w formie prześmiewczej i ironicznej głównie przez tę grupę libertarian, do której w sposób śmiertelnie poważny, powinien być odniesiony. Z racji takiego, a nie innego odbioru "wulgarnego libertarianizmu", został ukuty inny termin - propertarianizm, po raz pierwszy chyba wspomniany na jednej dyskusji na Liberalis.pl. Co ciekawe, termin propertarianizm, zdaje się, że tożsamy z "vulgar libertarian" Carsona, został przyjęty z jednej strony (nazwijmy ogólnie, lewicy libertariańskiej) entuzjastycznie, a z drugiej... W gruncie rzeczy, neutralnie, bowiem nie jest w żadnej mierze sprzeczny z tym, co oferuje nam Rothbard, Hoppe, czy 95% współczesnej tradycji libertariańskiej. 

W międzyczasie zaistniało pojęcie true libertrarian, znaczące mniej więcej to samo, co dwa powyższe stwierdzenia. Różnica była jedynie konotatywna: tam, gdzie przeciwnicy mówili o "vulgar libertarian", tam zwolennicy określali się, jako "trv libertarian" (bo taka pisownia weszła do użytku). Obecnie pojawił się jeszcze termin hardcore propertarian (w skrócie: HP), którego konotacja różni się w zależności od przyjętej przez nas strategii interpretacyjnej. 

Dostrzegam tutaj, być może na wyrost, pewną tendencję do zastępowania słowa libertarianizm innymi, bardziej trafnymi i konkretnymi nazwami. Uważam, że jest to aspekt pozytywny, może bowiem pomóc przywrócić libertarianizm na bardziej inkluzywne i otwarte społecznie tory. Ale to nawiasem mówiąc. 

Wracając jeszcze na chwilkę do naszego kontekstu konotatywnego, naszej wspólnoty interpretacyjnej, chciałbym jeszcze wspomnieć coś o naruszaniu netykiety, a konkretnie o trollowaniu. Jak wszyscy wiemy, trolle to tępe, wielkie i silne stworzonka o skłonnościach napinowych. Otóż wracając do tego o czym napisałem na samym początku, tj. tego, że nazywamy to, co możemy w jakiś sposób doświadczyć i ponieważ sądzę, że większość czytelników tego bloga obraca się w tym samym środowisku ideowym, co ja, chciałbym, i - wreszcie - ponieważ możemy znaleźć wspólne doświadczenia pod tym względem, chciałbym wprowadzić nowe słówko. Z powyższych powodów pozwolę sobie mieć nadzieję, że nie będzie ono należało do mojego słownika prywatnego, ale znajdzie powszechne, przynajmniej do pewnego stopnia, zastosowanie. Słowo to wiąże się i z trollem i z "trv libertarianinem". To słówko to

TRVL

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mógłbyś rozwinąć tę myśl: "Z racji takiego, a nie innego odbioru "wulgarnego libertarianizmu", został ukuty inny termin - propertarianizm, po raz pierwszy chyba wspomniany na jednej dyskusji na Liberalis.pl. (...)termin propertarianizm, zdaje się, że tożsamy z "vulgar libertarian" Carsona"?

Chodzi mi mianowicie o ten tożsamościowy związek między wulgarnym libertarianizmem a propertarianizmem. Jak się one mają do siebie? Ja niestety tego nie łapię, dlatego będę wdzięczny, gdy mnie oświecisz.
-fender

Trikster pisze...

Jak moim zdaniem, wulgarny libertarianin to taki libertarianin, który, przedstawiając argumenty za wolnym rynkiem, broni w konsekwencji kapitalizmu państwowego (czy jakkolwiek nazwiemy ten ustrój społeczno-gospodarczy). Przykładowo, taki ktoś może twierdzić, że sweatshopy są korzystne z tego względu, że ludzie na wolnym rynku wybierają najlepszą możliwą alternatywę; przy czym całkowicie ignoruje to, że wolnego rynku nie ma.
Propertarianin zaś to taki libertarianin, który sprowadza wszystko do prawa własności. A więc własność stanowi tu założenie wyjściowe, które nie jest dowodzone, a które służy do uzasadnienia np. kar, posiadania ziemi, sądownictwa, itd.
A zatem terminy te nie są tożsame, jak na moje oko. Mogą być równoważne (tzn. będą odpowiadać im te same desygnaty), ale na pewno nie będą równoznaczne (treść się różni).

Anonimowy pisze...

Otóż to. Pozostaje mi tylko przytoczyć słowa samego autora z komentarza nr 13 http://mises.pl/blog/2011/02/06/murray-rothbard-podroz-do-polski/.
-fender srender

Trikster pisze...

Smootny wiedział, że nie wiedział, więc się nie liczy.

Podziel się

ostatnio napisał

Search

Ładowanie...

Anarchiwm

tag? katalog?

Technologia Blogger.

Bądź na bieżąco!

Niech żyje logika

Jeżeli:
36 cali = 1 jard,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.

źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39