13.7.11
Liberalizm i europocentryzm
Pisząc o korzeniach liberalizmu moglibyśmy się cofnąć daleko w przeszłość. Żeby oszczędzić tego i wam, i sobie, postaram się zacząć i skończyć na XVII wieku, a konkretnie – na Johnie Locke’u. Sam liberalizm też zostanie zakresowo zawężony jedynie do jego nurtu fundamentalistycznego i libertariańskiego. Niniejszy liberalizm rozumiem trochę jak John Gray, który stwierdził, że wedle takiego punktu widzenia liberalne instytucje są postrzegane jako ucieleśnienie uniwersalnych wartości. Jest ten liberalizm więc, ponownie słowami Johna Gray’a, receptą na system uniwersalny. Zdaję sobie sprawę, że takie zawężenie tematu jest, metodologicznie rzecz biorąc, nieuzasadnione, niemniej jednak mam nadzieję, że mam podstawy, by tak uczynić. Po pierwsze, skupiam się na idei Johna Locke’a, a więc na korzeniach liberalizmu fundamentalistycznego; po drugie, w interesujących mnie czasach trudno dostrzec formę liberalizmu, ponownie za Gray’em, pluralistycznego, a więc nieeuropocentrycznego; wreszcie po trzecie, jest to temat, w którym w dyskusji okołofilozoficznej czuję się dosyć swobodnie.
Dla porządku jeszcze odniosę się do pierwszych dwóch powodów takiego ograniczenia tematu. Ktoś mógłby podnieść zarzut, że niedużo przed Locke’m liberalną teorię pluralistyczną nakreślił Thomas Hobbes. Nie chcę się tutaj wdawać w tę dyskusję, stwierdzę tylko dla porządku, że nie jestem pewien, na ile rzeczywiście odczytywanie Hobbes’a na nasz współczesny sposób pokrywałoby się z percepcją wieku XVII. Nie chodzi mi o to, że pojmujemy Hobbes’a w sposób „błędny”, cokolwiek miałoby to znaczyć. O ile jednak Locke podświadomie, a może i w pełni świadomie, zdawał sobie sprawę, że jego teorie mają uniwersalistyczne roszczenia, o tyle nie wiem, czy Hobbes zdawał sobie sprawę z przeciwnych tendencji jego własnych prac.
Tak więc trawa, którą gryzie mój koń, darń, którą ścina mój sługa, czy kruszec, który wydobywam w miejscu, gdzie jestem wraz z innymi uprawniony to czynić, staje się moją własnością […]. Moja praca wydobyła je ze wspólnego stanu, w którym znajdowały się uprzednio i ustanowiła w nich moją własność. (s. 182, podkr. w oryginale)
Problemem powyższego rozumowania jest to, że nie opiera się bezpośrednio na słowach Johna Locke’a, być może więc są to li tylko moje domysły, wysuwane z perspektyw libertariańskich. Jeżeli jednak mam rację i Locke rzeczywiście w ten sposób ujmował wojny sprawiedliwe, są w jego teorii niebezpieczne uogólnienia i zastrzeżenia. Na stronie 221 Traktatów czytamy o niewolnikach, a więc ludzi[ach] będących jeńcami wziętymi do niewoli w sprawiedliwej wojnie. Zdaniem Locke’a, jeńcy ci tracąc swe życie, a wraz z nim wolność i majątek, znajdują się w stanie niewoli i nie są zdolni do dysponowania żadną własnością, nie mogą więc w tym stanie być traktowani jako członkowie społeczeństwa obywatelskiego, którego przecież naczelnym celem jest zachowanie własności. W powyższym passusie mamy dwie ciekawostki. Przede wszystkim, okazuje się, że i wojna sprawiedliwa może być agresywna, w sensie: odbierać ludziom przynależne im z natury prawa. Po drugie, odbierając im (bądź ograniczając) prawa do dysponowania samym sobą (niewolnictwo) zostają wykluczeni z wolnego społeczeństwa. Sami stają się własnością.
Z jednej strony możemy w powyższym twierdzeniu dopatrywać się podstawy laborystycznej teorii wartości (choć raczej własności). Bardziej by mnie jednak interesowało uzasadnienie tejże. O ile przyjmujemy bez mrugnięcia okiem, że kruszec, który wydobywam i mogę wydobywać (i wydobędę) będzie należał do mnie, o ile możemy się jeszcze zgodzić z trawą, gryzioną przez konia, o tyle zupełnie nie jesteśmy w stanie uzmysłowić sobie przejścia od „darni, którą ścina mój sługa” do „mojej pracy, która wydobyła je ze wspólnego stanu”. Dochodzi tutaj do pomieszania osób i własności, odbierania ludziom prawa do swojego ciała („nikt nie ma do nie[go] żadnego uprawnienia, poza nim samym”, s. 181). Jeżeli praca i jej owoce są „przedłużeniem ciała” (określenie, bodaj, Bastiata), to moja własność jest tożsama ze mną. Mój niewolnik jest tożsamy ze mną; mój niewolnik jest mną, a jego praca jest moją pracą. Niewolnik jest moją własnością, przestaję widzieć w nim człowieka, któremu przynależą jakiekolwiek prawa – niewolnik jest żywym inwentarzem, niczym krowa, owca, czy koń (który gryzie trawę). Ta degradacja (niektórych) ludzi do roli przedmiotów była, z punktu widzenia teorii liberalnej niezbędna. Liberalizm, jako zjawisko historyczne był po prostu ontologią imperializmu. Nic dziwnego, skoro Locke zaangażowany był w działalność Royal African Company, „przedsiębiorstwa”, które wysługiwało się armią do zajęcia terenów Afryki Zachodniej, a następnie handlowało niewolnikami. Nie było to jedynie akcydentalne zajęcie; Locke współtworzył również konstytucję Karoliny, która uprawomocniała niewolnictwo.
Myślę, że możemy pokusić się o stwierdzenie, że liberalizm był pierwotnie ideologią ekskluzywną, wykluczającą i bynajmniej nie emancypacyjną. Był wyrazem politycznych i ekonomicznych interesów konkretnych klas społecznych i nawet, jeśli by uznać, że „co było, a nie jest…”, nie należy o tym zapominać. Pozostaje pytanie, czy aby na pewno nie jest?
Etykiety:
filozofia,
liberalizm
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Blog Archive
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (27)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (15)
- kultura (17)
- liberalizm (2)
- libertarianizm (13)
- nauka (4)
- polityka (21)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
Naganianie, czyli o emeryturach22 godz. temu
-
-
Neverkusen?wczoraj
-
-
Żyję w kraju2 tyg. temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 12 tyg. temu
-
Witam po przerwie.10 mies. temu


0 komentarze:
Prześlij komentarz