29.8.11

Platon i technologia. O "Genezis" Bernarda Becketta


Na początku tego roku wydawnictwo Zysk i S-ka wydało książkę Bernarda Becketta Genezis. Dziś miałem sposobność przeczytania jej. Mówię dziś, gdyż zacząłem o godzinie 15, a teraz (o 19:40) mam już książkę za sobą. Nie, żeby to była broszurka, ale przy moim tempie czytania, które i tak nie jest tak szybkie, jak bym sobie tego życzył, 220 stron to przekąska. 

Jak ostatnio pisałem w zakładce o b(l)ogu, dopiero wkręcam się w klimat science-fiction i jestem dosyć wybrednym odbiorcą. Nie to, że jestem znawcą i ciężko mnie zadowolić. Po prostu nie znam się na tym i ciężko mnie zadowolić. Science-fiction, którą czytam, czy staram się wybierać, do czytania, musi być bardzo science. To musi być trudna literatura, literatura stawiająca pytania, na które wcale niekoniecznie musi udzielać jednoznacznych odpowiedzi. Stąd też moje zamiłowanie do Neala Stephensona, którego po prostu musicie przeczytać. 


W drugiej połowie XXI wieku, gdy ludzkość wyniszczył konflikt, zwany Wielką Wojną, część niedobitków z pewnym przedsiębiorcą na czele postanawia zrealizować na nowozelandzkiej wyspie Aotearoa utopijną Republikę. Ludzie zostali podzieleni na cztery klasy: Robotników, Żołnierzy, Techników i Filozofów. Klasyfikacja odbywała się na podstawie wyników badań genetycznych, a rodzice nie mogli znać swoich dzieci. Kontakty między płciami były ograniczane, a przynależność klasowa - mało elastyczna. Owszem, najzdolniejsi Robotnicy mogli awansować do klasy Żołnierzy, czy może nawet Techników, ale kasta Filozofów była zamknięta. Filozofowie to była władza, rządzili całą Republiką dla dobra każdego i wszystkich. Czy taki opis wam coś przypomina? Na przykład Starożytną Grecję? Jasne, mamy tu oczywiście przeniesioną w XXI wiek koncepcję idealnego państwa Platona. I żeby już dopełnić kontekst filozoficzny: przedsiębiorca, który stanął na czele nowej Republiki nazywał się Platon, jego podopieczną była Arystotelia, a Filozofom doradzała Akademia. Spotkamy się też z Peryklesem, Talesem, czy Anaksymandrą (główna bohaterka). Mignie nam też postać Filozofa Williama (z kontekstu wnoszę, że chodzi o Jamesa), Adama i Józefa (wnioskuję nie tylko z tytułu, że biblijnych) i androida Arta (tutaj moja teoria jest zbyt słaba, bym ją upubliczniał). A jeśli jeszcze dodamy, że Adam ma na nazwisko Forde, no to już wiemy, że mamy sporo kontekstów do wyłapania.


Krótki zarys fabuły: W czasach Republiki wszystko jest dobrze zorganizowane i, ośmielę się powiedzieć, kontrolowane. Wszelkie kontakty z ludźmi z zewnątrz są zakazane pod pretekstem przenoszonego przez nich śmiertelnego wirusa. Pewnego dnia tak się jednak dzieje, że nasz Adam się buntuje i postanawia wpuścić na wyspę przybyłą kobietę. Ściąga sobie na głowę tym samym spore problemy i zaraz zostaje aresztowany. W ramach kary zmuszony jest przebywać w jednym pomieszczeniu z androidem Artem, skonstruowanym przez Filozofa Williama. 

Wątek ten poznajemy niejako przy okazji. Przede wszystkim jesteśmy świadkami egzaminu, do jakiego staje Anaksymandra: jeśli go zaliczy, wstąpi w szeregi Akademii. Tematem jej wypowiedzi jest właśnie sprawa Adama Forde - jego czyn i jego kara. I mimo, że jest to wątek poboczny, tak naprawdę skupiamy się właśnie na jego karze, tj. jego egzystencji z androidem. Jesteśmy świadkami dialogów na temat świadomości, na temat różnicy między człowiekiem, a maszyną (jeśli przychodzi wam do głowy Blade Runner Dicka, to dobrze wam przychodzi). Maszyną myślącą i uczącą się. Maszyną, która myśli logicznie, co niejednokrotnie powodowało, że się śmiałem. Bo weźmy na przykład taki dialog:
[mówi Adam - sc] - Paskudztwo zawsze będzie paskudztwem, bez względu na to, co ty uważasz na ten temat.
- Interesujące twierdzenie. Potrafisz je udowodnić?
- Sprowadź tu dwudziestu ludzi - odparł Adam - a wszyscy powiedzą, że jesteś odrażający.
- Sprowadź tu dwudziestu Artów, a wszyscy powiemy, że twój tyłek jest piękniejszy, niż twoja gęba.
- Na świecie nie ma dwudziestu Artów.
- Masz rację. Jestem jedyny w swoim rodzaju. Mogę więc z całą pewnością stwierdzić, że wszystkie androidy uważają, że jesteś odrażający. Mnie natomiast nie wszyscy ludzie uważają za odrażającego. Jak widzisz, obiektywnie rzecz biorąc, wyglądam lepiej od ciebie. [s. 110]
A wracając jeszcze do filozofów, przywołajmy jedno zdanie, ponownie zdanie Arta, które przypomina nam lekko zapomnianego Maxa Stirnera: W tym właśnie myśl jest najskuteczniejsza: w mamieniu samego myśliciela (s. 144). 

Książkę czyta się jednym tchem. Bo i nie wymaga nabierania tchu - dwieście stron to, jak stwierdziłem na wstępie, przystawka i naprawdę chciałoby się więcej. Czy pozostaje niedosyt? Tak, pozostaje, ponieważ książka oferuje nam ciekawą tematykę i bardzo ciekawą formę. No i ma kapitalne, minimalistyczne zakończenie. 

A ja, na zakończenie, zaoferuję wam jeszcze jeden cytat (s. 138):
- Jesteś tylko odrobiną krzemu - powiedział [Adam - sc], przewracając stronę.
- A ty jesteś tylko odrobiną węgla - odparł Art. - Nie słyszałem jeszcze nigdy o dyskryminacji na tle położenia w układzie okresowym pierwiastków.

0 komentarze:

Search

Ładowanie...

Blog Archive

tag? katalog?

Technologia Blogger.