26.8.11
Sala samobój(c)ów
Żeby nie było, ostrzegam na samym wstępie. Cały poniższy tekst to będzie spoiler. Obejrzałem ostatnio "Salę samobójców", film w reżyserii Jana Komasy. Film bardzo nagłośniony, bardzo rozchwalony i bardzo istotny. Jeżeli więc ktoś z moich czytelników nie widział tego filmu, a by chciał, może opuścić tę notkę i sobie przejrzeć w tym czasie archiwum. Jeżeli ktoś nie oglądał tego filmu, a przed obejrzeniem chciałby się czegoś dowiedzieć, mogę mu w tym pomóc. Niech mnie jednak później nie wini (i tu być może przeceniam swój wpływ), że go przekonałem do mojego zdania. Jeżeli zaś już ten film widzieliście, możemy sobie o nim podyskutować, jak równy z równiejszym. Sami sobie możecie wybrać, kto będzie kim.
Zacznijmy może szyderą. Wyguglajcie sobie źródło tego komentarza:
Film rewelacyjny i godny podziwu.Dała bym za niego nobla. A dziwne jest to że to polski film ale BOSKI <33333333333POLECAMMMMMMM!!!!!
Niezły, nie? Nie dość, że jakaś cipa "dała by za niego nobla" (NOBLA, noż kurwa, NOBLA!), to jeszcze najebała jakiś znaczek mniejszości i później 33333trzytrzyrzyrzy. Dżizas fakin krajst, brak mi słów.
Dobra, może skupmy się na bardziej istotnych rzeczach. Film, oparty na scenariuszu Jana Komasy, reżysera, opowiada historię chłopaczka, 19-latka, który za kilka miesięcy ma zdawać maturę. Zaczynamy na studniówce, gdzie chłopcy i dziewczynki tańczą walczyka, żłopią piwko, jarają blanty i opowiadają, jacy to są trendi_dżezi_kul. Jakaś cipa chwali się, że się przespała z psiapsiółą i sobie opowiadają, kto jakie minety strzela. Potem dwie laski zapuszczają sobie ślimaki, no a potem dwóch chłopaczków robi to samo. Jednym z tych chłopaczków jest nasz główny bohater, Dominik. No i się zaczyna. Chwali się tym na fejsie i aż 6kilka osób "lubi to". Dominik się troszkę pogubił, zaczął się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jest gejem i tak dalej. A kilka dni później na lekcji w-f, gdy ćwiczyli dżudo, naszych dwóch kochanków się, że tak powiem, zwarło, no i sprawa stała się jasna. Dominik nie dość, że przegrał, to jeszcze pod tym drugim chłopaczkiem spuścił się w spodnie. Później już standard, znowu masa osób na fejsie to "zalajkowała", a Kuba poczuł się nienormalny. Jego mamusia, kobieta zdecydowanie z jajami, która na wszystko miała przygotowaną ripostę, niczym mistrz błyskotliwej i szybkiej riposty, jedyne co była w stanie powiedzieć, gdy usłyszała o homoseksualnych skłonnościach synka (który postanowił zademonstrować je rodzicom w obecności Pana Ministra, liżąc się z gipsowym popiersiem Marka Aureliusza, czy innego imperatora), to "w dupach wam się poprzerwacało".
Wyszło mi zdanie wielokrotnie złożone i, chociaż wierzę w inteligencję moich czytelników, postaram się to teraz uprościć. Otóż Pan Minister wraz z żoną i córką, zaprosił rodziców Dominika do opery. Po operze rodzice się zgadali, że może Dominik by kiedyś się wybrał sam na sam z córcią Pana Ministra, na balet, czy coś (bo córcia Pana Ministra to baletnica). Wtedy Dominik, że on chętnie, ale jest problem, bo jest gejem. No i to zademonstrował. Trudno powiedzieć, kim są rodzice Dominika - nie wyłapałem, gdzie pracuje jego matka, a ojciec, początkowo "starający się o posadę w ministerstwie", w kilka dni później (po tak wielkim faux pas synka) już pracę w ministerstwie ma. No i ma jeszcze jakąś formę psychozy maniakalno-depresyjnej. W domu trzyma broń, żona paralizator, synka wszędzie wozi kierowca, żeby nie musiał jeździć autobusami, alarmy, pomoce domowe itd. I pewnego razu, po lekcji judo, Dominik postanawia na złość rodzicom pojechać do domu autobusem. Zaczepia tam grupkę chłopaczków, którzy sobie słuchają głośno techno i dostaje taki wpierdol, że aż lekarzowi musiało się przykro zrobić. Ale co ciekawe, po takim wpierdolu, jedyny uszczerbek na zdrowiu, to zadrapanie pod okiem. Nieważne. W następnych kilka dni Dominik nie chodzi do szkoły i tatuś mu na to pozwala, Dominik wkaracza do virtual reality typu Sala Samobójców, gdzieś tam po drodze się tnie, ląduje w psychiatryku, zamyka się w pokoju i nie chce wyjść i bla, bla, bla, ostatecznie popełnia samobójstwo.
W filmie jest tyle wątków, które osobno można by rozwinąć do kilku pełnometrażowych filmów. Aktorsko film jest w porządku. A jednak coś tu jest nie tak. O co chodzi? Nie wiem, może problemem jest to, że tyle pochwał się nasłuchałem na temat tego obrazu, że nie sprostał on mojemu wyobrażeniu. Być może. Ale prawda jest taka, że ten film TO JEST GNIOT. To jest że_na_da. To jest sztampa (sceny przemierzania korytarzy szkolnych w kurtce, ze słuchawkami na uszach, z muzyką rockową są amerykańską kalką, typu "Szkoła uczuć", albo co tam jeszcze nastolatki kochają), to jest bełkot, to jest absurd i groteska. Rodzina z wyższej klasy średnio-urzędniczej, gdzie wszyscy wszystko mają i brakuje im tylko, buuuuu:(((nawiasnawias, miłości i akceptacji, a oni są tacy wrażliwi.
Zerknąłem sobie do filmwebu, w celu obadania tego filmu i zobaczyłem, że jest sklasyfikowany, jako thriller. Nie wiem, czy to thriller, czy obyczaj, ale ja nie mogłem się pozbierać ze śmiechu, kiedy tylko na scenie pojawiał się tatuś, grany przez Krzysztofa Pieczyńskiego. Aż płakałem ze śmiechu. Obawiam się jednak, że nie było to zamierzone.
Rozumiem, że jest to ważny polski film, film, poruszający trudny temat próby najpierw samoakceptacji, a później akceptacji społecznej przez Dominika, osobę, która jest zagubiona, bo nie wie tak naprawdę, kim jest. Ten wątek naprawdę ma potencjał. Tylko co, do kurwy nędzy, ma do tego virtual reality? Przecież cały film opiera się, przynajmniej gdyby przeczytać opis i ogarnąć zajawki, jako ukazanie roli, jaką w naszym świecie pełni rzeczywistość wirtualna. Jakieś, nie wiem, moralizatorstwo w stylu "drodzy rodzice, uważajcie, w internecie nie tylko pedofilów trzeba się bać". Tymczasem ja odniosłem wrażenie, że rzeczywistość wirtualna jest tutaj tylko jednym z wątków, myślę zresztą, że niezbyt istotnym, sztampowym i rozdmuchanym. Mam wrażenie, że reżyser chciał się rozprawić ze wszystkim, z czym tylko się dało: brak akceptacji dla homoseksualizmu syna, brak uwagi ze strony rodziców, zagrożenia ze strony internetu, społeczna stygmatyzacja i nietolerancja, braki w systemie etycznym, i co by tam jeszcze kto znalazł. Efekt jest, jaki jest.
Film zawodzi na całej linii, od początku, do końca. No dobra, prawie do końca. Jest trochę tak, jak Katyń Wajdy. Tam też cały film jest do bani, do tak wielkiej bani, że nawet Ruscy takiej nie mają. Ale jednak ostatnia scena, masowego strzelania w potylicę i wpadania do zbiorowej mogiły robi wielkie wrażenie i zaciera cały, nieciekawy, obraz. Podobnie ostatnia scena Sali samobójców, choć sztampowa i mająca ujednolicić nam obraz, trochę przysłania, że film jest po prostu żałosny.
I teraz tak. Skoro ten film jest ponoć tak genialny, tak wspaniały, tak ambitny i tak wielki, to znaczy, że... Albo ja jestem po prostu za głupi na ten film, albo polska kinematografia to żenada. I niestety obawiam się, że raczej to drugie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Blog Archive
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (27)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (15)
- kultura (17)
- liberalizm (2)
- libertarianizm (13)
- nauka (5)
- polityka (21)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
INDECT, czyli ACTA do kwadratu13 godz. temu
-
psychologia to nauka, nie czary2 dni temu
-
Czy się trzyma3 dni temu
-
-
-
Żyję w kraju3 tyg. temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 13 tyg. temu
-
Witam po przerwie.10 mies. temu


6 komentarze:
Osttanio widziałem dobry film: Blade Runner. Tlye tylko że to odgrzewany kotlet, jakos mnie nasżło żeby sobie odświeżyć. Ale do rzeczy: dlaczego nie ma biblioteczki z poprzedniego roku? ;)
Co do Blade Runnera, to polecam przede wszystkim książkę. Rebis teraz wznawia wszystkie powieści Dicka z kapitalnymi grafikami Siudmiaka. Wyszedł na razie "Blade Runner", "Ubik" i "Człowiek z wysokiego zamku". Jak się do mnie odezwiesz za kilka dni na PW, to dam Ci cynk na niezłą akcję. Ale to dopiero za kilka dni.
Co do biblioteczki z poprzedniego roku: w zeszłym roku wyglądała ona inaczej, tj. były dwie kategorie: książek przeczytanych i książek do przeczytania. Niestety wskutek tego, że zbyt dużo książek do przeczytania mi dochodziło, nie miałem czasu, żeby ją odświeżać, zmieniłem więc jej formę na obecną. Wydaje mi się ciekawsza.
Rozumiem że masz taką koncepcję, żeby resetować spis książek z końcem każdego roku? Mnie się rozchodzi o tytuły, kilka sobie zapozyczyłem z biblioteczki, np idee z ostatnio przeczytanej Wielkiej Transformacji jeszcze parują mi z głowy.
"Rozumiem, że jest to ważny polski film, film, poruszający trudny temat próby najpierw samoakceptacji, a później akceptacji społecznej przez Dominika, osobę, która jest zagubiona, bo nie wie tak naprawdę, kim jest. Ten wątek naprawdę ma potencjał."
Przypomniałem sobie film kóry ten potencjal w pełni wykorzytsuje, nazywał się XXY. Tak jak nie przepadam za tego typu filmami, to ten mogę polceić.
fantom,
nie, nie zamierzam jej resetować. Zamierzam ją zawinąć i od góry zacząć następny rok - w ten sposób biblioteczka z czasem będzie się tylko rozrastać, a pozycje nie będą znikać.
Wydaje mi się, że do dobry pomysł.
"Wielka transformacja" była kapitalna.. A co do filmu, to nie kojarzę. Ale w podobnym klimacie przez ostatnich kilka miesięcy dużo było na Ale kino.
"Dużo czytam, o czy możecie się przekonać, przeglądając moją biblioteczkę i jej historię."
Dużo czytam i będę, kurwa, jak brzytwa.<---- Kto to powiedział? ;)
"nie, nie zamierzam jej resetować. Zamierzam ją zawinąć i od góry zacząć następny rok - w ten sposób biblioteczka z czasem będzie się tylko rozrastać, a pozycje nie będą znikać.
Wydaje mi się, że do dobry pomysł."
jasne że dobry. Tylko że z poprzedniego roku wykasowałeś, no chyba że ja nie umiem jej znaleźć, ale dobra nie czepiam sie już
"Dużo czytam i będę, kurwa, jak brzytwa.<---- Kto to powiedział? ;)"
Cóż, po owym sławetnym chlapnięciu mordą, przez długi czas była to nazwa mojego bloga na s24.:)
"jasne że dobry. Tylko że z poprzedniego roku wykasowałeś, no chyba że ja nie umiem jej znaleźć, ale dobra nie czepiam sie już"
Tak, z poprzedniego roku skasowałem, bo biblioteczna w poprzednim roku wyglądała inaczej. Nie było tam listy książek, które przez cały rok czytałem. Była to lista wszystkich* książek, które posiadałem i przeczytałem, lub czekały na przeczytanie.
*Została zlikwidowana właśnie przez owo nieszczęsne "wszystkich", gdyż nie nadążałem z aktualizacją książek do przeczytania.
Stąd, żeby nie likwidować "biblioteczki" definitywnie, powstała nowa formuła...
Prześlij komentarz