11.11.11
Dwa aksjomaty
Aksjomaty, dodajmy niekoniecznie libertariańskie. Czy może raczej: nie tylko libertariańskie. Może też źle się wyraziłem - nie chodzi mi o tradycyjne libertariańskie, czy pochodne, aksjomaty, typu nieagresja, samoposiadanie itp. Chodzi mi o pewne hasła (bo przecież każda, nazwijmy to, ideologia swoje hasła ma), które notorycznie mogą służyć za argumenty w dyskusji. Nie jest to bynajmniej zarzut wobec libertarianizmu, czy szkoły austriackiej. Jak powiedziałem, każda ideologia takimi hasłami szermuje. Jeśli chodzi o libertarianizm, szkołę austriacką, czy nawet chicagowską, na myśl przychodzi mi hasło zaczerpnięte bodajże z Roberta Heinleina.
"Nie ma darmowych obiadów", w jakiejkolwiek wersji byśmy tego nie słyszeli zawsze znaczyło będzie, że nawet jeśli bezpośrednio zainteresowany nie płaci za daną usługę, bez wątpienia ktoś te koszty ponosi. Ot, choćby właśnie darmowe obiady. Jak wiadomo, darmowe obiady wcale takie darmowe nie są - koszt produktów, produkcji, siły roboczej. Ktoś te koszta musi ponieść. W restauracji koszta ponosimy sami płacąc rachunek. W publicznej jadłodajni dla bezdomnych koszty ponosimy wszyscy, choćby płacąc podatki. Pozwolicie, że pominę rozważania nad słusznością idących za tym implikacji.
Czytając Ducha równości natknąłem się na cytat ze znienawidzonego przez libertarian George'a Bernarda Shawa, który ongiś stwierdził, że tylko tam, gdzie jest równość warunków materialnych, może się uwidocznić wybitność zasług. Pozwolę sobie powiedzieć, że cytat ów, a raczej to, co możemy o nim powiedzieć, jest kolejnym argumentem przeciwko libertarianizmowi. Bo co takiego libertarianin, czy austriak, może powiedzieć w temacie równości warunków materialnych? Może powiedzieć, i mówi (i ja też tak mówiłem), że doprowadzenie do równości materialnej wszystkich ludzi (dodajmy dla ułatwienia, że jakiejś konkretnej społeczności, a nie globalnie) jest rażącym naruszeniem prawa własności i wolności (w tym wypadku w dysponowaniu majątkiem przez ludzi, którzy ten majątek "pierwotnie" posiadali). Oczywiście nie jest to jedyny argument; moglibyśmy przywołać jeszcze demoralizację i psucie charakterów (no bo jakiż przykład dajemy zabierając tym, co się dorobili i oddając tym, co są zbyt głupi, leniwi, niepotrzebne skreślić?). Wolność i własność jest jednak argumentem kluczowym, dotykającym bowiem samej istoty rzeczy - aksjomatów, których logicznie rzecz biorąc nie przyjąć się nie da. Ot i cała struktura argumentacyjna: jak trwoga, to do aksjomatów.
Do czego zmierzam? Otóż zmierzam do tego, że powyższa argumentacja jest po prostu słaba. Weźmy sobie w tym względzie artykuł, który pojawił się kilka dni temu na stronach Instytutu Misesa. Sam Mises, niezmiernie zasłużony dla szkoły austriackiej jedyne co potrafi powiedzieć w interesującej nas kwestii, że w kapitalizmie rządzą konsumenci i to tylko dzięki ich suwerennym i świadomym decyzjom jedni się bogacą, a inni biednieją. W czym problem? Bo to nie jest tak, że całość artykułu jest o kant dupy. Tzn., owszem, jest, ale wynika to głównie z pierwotnego nieporozumienia, czegoś, co chciałbym (mam nadzieję, że oryginalnie) określić mianem pierwotnego zakłamania.
Problem, przed jakim staje każdy libertarianin (lecz niestety rzadko kiedy go sobie uświadamia) jest następujący: gospodarka kapitalistyczna wyrosła z gospodarki przedkapitalistycznej, a więc, pozwolicie, że dokonam dużego skrótu, feudalnej. Libertarianie tymczasem zdają się gospodarkę kapitalistyczną postrzegać na wzór olimpijskiego biegu na 100 metrów, gdzie wszyscy zawodnicy startują z jednej linii i wygrywa ten, kto pierwszy dobiegnie do mety. Innymi słowy, libertarianie podświadomie zakładają, że George Bernard Shaw ma słuszność. Libertarianin nie zwraca uwagi, że społeczeństwo kapitalistyczne nie było społeczeństwem równych szans, ani równych pozycji startowych, ani też nawet społeczeństwem, nazwijmy to, merytokratycznym. Stąd też wszelkie austro-libertariańskie dywagacje nad słusznością, sprawiedliwością i prawością kapitalizmu są kompletnie bezprzedmiotowe. I stąd właśnie wynika, że nikt, poza nimi samymi, nie bierze libertarian poważnie. Bo poważniej przyjmowana jest literatura science-fiction.
Na zakończenie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na implikacje takich stanowisk. Bo oto libertarianin pyta, co w związku z tym proponuję? Wywłaszczenia, redystrybucję, większe podatki? Bo on, libertarianin, proponuje przynajmniej zachowanie zgodne z moralnością, zgodne z aksjomatami i własnymi zasadami. Tymczasem inni zdają się nie zwracać uwagi, że podnosząc podatki - kradną itd. I pojawia się święte oburzenie, że libertarianizm to w gruncie rzeczy ostoja ładu i sprawiedliwości na tym smutnym jak pizda świecie. Na szczęście tak nie jest. Jeśli o mnie chodzi, to za zupełnie nieistotne uważam to, co proponuję. Dużo istotniejsza jest dla mnie konstatacja, że propozycja podniesienia podatków, zwiększenia progresji, albo dofinansowania in-vitro niekoniecznie oznaczać musi "sprzedanie się". Znacznie częściej jest jednak wyrazem pragmatyzmu. Pragmatyzmu i świadomości, że nie żyjemy w najlepszym ze światów, ale możemy i powinniśmy robić wszystko, by się do niego zbliżać. I tego siedząc na aksjomatach pojąć się nie da.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Blog Archive
tag? katalog?
- blog (4)
- ekonomia (3)
- film (3)
- filozofia (27)
- filozofia w żartach (3)
- gościnnie (1)
- historia (2)
- inne (12)
- komunitaryzm (3)
- książki (15)
- kultura (17)
- liberalizm (2)
- libertarianizm (13)
- nauka (4)
- polityka (21)
Technologia Blogger.
Niech żyje logika
Jeżeli:
36 cali = 1 jard ,
To
9 cali = ¼ jarda.
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
3 cale = ½ jarda.
To
A zatem
√9 cali = √¼ jarda,
Więc
źródło: J.A. Paulos, Myślę, więc się śmieję, Warszawa 2011, s. 39
Zwiedzam
-
Naganianie, czyli o emeryturach8 godz. temu
-
-
Neverkusen?wczoraj
-
-
Żyję w kraju2 tyg. temu
-
Norwood Hanson, Obserwacja cz. 12 tyg. temu
-
Witam po przerwie.10 mies. temu


17 komentarze:
Wyrabiasz się, Smootny!
Pozdro
po kim jak po kim, ale po Tobie, Nicek, to bym się nie spodziewał pochwał:))
a ja ostatnio się zastanawiałem nad aksjomatem samoposiadania właśnie. Dosłownie przed tygodniem zacząłem i doszedłem do wniosku, że ten aksjomat wcale nie musi być uważany za oczywisty i niepodważalny.
BTW, próbowałem umieścić komentarz jako "szopeno.wordpress.itd itd" i dostałem "nie można zweryfikować Twoich danych logowania OpenID". WTF??
szopeno.
szopeno,
co do OpenID. Zalogowałem się na wordpress i chciałem wrzucić tutaj próbny komentarz przez OpenID z linkiem do Twojego bloga, ale niestety I "do not own that identity". Niestety więc nie mogę zweryfikować sprawy. Może zamiast OpenID powinieneś wybrać w profilach WordPress? Zdaje się, że powinno wtedy łyknąć. Ewentualnie spróbuj "Nazwa/adres url".
Co do aksjomatu samoposiadania, to mógłbyś rozwinąć, co nie musi w nim być oczywistego i niepodważalnego? Sporo się już nadyskutowałem na ten temat, ale głównie pod kątem jego absurdalności i, że tak powiem, problemu redukcji i emergencji.
kolejny płaczliwy artykuł kolejnego wrażliwca, narzekającego, że świat jest zły i nierówny.
I z pewnością fortuny Vanderbilda, Rockefellera, Carnegiego czy Dowa wynikały z pierwotnej nierówności zaszczepionej przez feudalizm.
A co do miśków, nieuznających aksjomatu samoposiadania, to mogą mi się oddać w niewolę, mam garaż do wysprzątania. No dalej, kmioty.
Oh, kel, tyle razy już mieliśmy okazję przekonać się, jakim kretynem jesteś, że nie musisz tego robić ponownie.
Jako, że nie jestem Kelthuzem, może doczekam się poważnej odpowiedzi na poważną wypowiedź. Chociaż jedyny zarzut dotyczy tego, że - o zgrozo - austriacy używają apriorycznych założeń. I kategorycznym sprzeciwie na pewne sprawy zamiast relatywizowaniu. Ale argumenót jak na lekarstwo.
1. Wyłuszcz proszę argument z pierwszych dwóch akapitów, bo jeżeli miał być to zarzut dotyczący hasła TANSTAAFL, to... czego właściwie dotyczy?
2. Cóż, domaganie się równości materialnej to chyba zbyt mały postulat - proponuję dodatkowo dołożenie zlikwidowania różnic możliwości ludzkich! Dopiero wtedy, będzie można realnie ocenić, kto ile osiągnął na tle innych. Bo czy jednostka ograniczona realizująca się na maksimum jest lepsza od geniusza na pół gwizdka?
3. Przewaga kapitalizmu polega właśnie na tym, że startując z pułapu poprzedniej "epoki", z wszystkimi jej nierównościami, umożliwia jednostkom wybicie się (dzięki otwartości rynku... i rzecz jasna nieograniczonych i rożnorodnym potrzebom konsumentów) zaskakująco małym nakładem kosztów początkowych.
Jakby libertarianizm wymagał już równości na starcie to byłby czysto akademickim tworem... ale ten warunek to już sam dokładasz do programu. Tylko dopisywanie najpierw komuś poglądów, a potem ich obalanie to raczej jałowe zajęcie.
4. "Wolność i własność jest jednak argumentem kluczowym, dotykającym bowiem samej istoty rzeczy - aksjomatów, których logicznie rzecz biorąc nie przyjąć się nie da" - nie no, pewnie, jeśli ktoś dopuszcza ograniczoną wolność i ograniczoną własność kosztem innych wartości, to oczywiście - droga wolna.
Ale pamiętaj, że taki wybór może nieść za sobą również niepożądane skutki
więc, nieKelthuzie.
1. chyba ciężko Ci zrozumieć, że nie wszyscy na wszystkich napadają i w pierwszych dwóch akapitach nie ma w ogóle zarzutów, a tylko zreferowanie pokrótce ocb.
2.taaak, wrrraa, ścinajmy ludziom wysokim głowy i doklejajmy je niskim wrrrraaaarrrr...
3.1. co nie zmienia faktu, że trudno mi to nazwać sprawiedliwym.
3.2. nie doklejam i krytykuję, tylko zwracam uwagę, że tak jest (chyba, że po prostu przyjmujemy na klatę, że tak nie jest i wychwalamy nierówności).
4. ????
Cięta nieKeltowa riposta ;)
1. Nie no, w trzecim jest "kolejnym argument przeciwko libertarianizmowi", to mnie zmyliło. Ale OK, nie ogarnąłem.
3.2. Milordzie, jest spora różnica między stwierdzeniem, że nierówności są spadkiem po poprzednim ustroju, majątku a nawet genach rodziców a wychwalaniem tego. Cóż, libertarianizm zakłada, że idealnej równości na czyimkolwiek starcie nie ma, ale z drugiej strony granice dokąd można zajść (i ile zarobić) pomysłowością i przedsiębiorczością są zdecydowanie bardziej zachęcające niż w każdym innym ustroju.
4.1. Piszesz, że aksjomatów przyjąć się nie da. Any konkrets?
4.2. Jak stwierdzisz, że najważniejsza jest równość na ten przykład, nie zdziw się jak doprowadzi to do ograniczenia np. wolności nie tylko w pożądanym ale i niepożądanym zakresie. No i oczywiście pozostaje pytanie o moralność takiego postępowania wobec innych osób poprzez sam fakt użycia przymusu.
1. wynika to raczej z tego, że już tutaj parę argumentów przeciwko libertarianizmowi było podawanych. A ten jeszcze nie i stąd jest "kolejny".
3.2. co nie stoi w sprzeczności, by przyznawać, że nierówności owszem, są spadkiem po blablabla, i jednocześnie przykładać jakąś wagę do przynajmniej próby ich ograniczenia. Przynajmniej w jakimś celu. Nie chodzi mi o to, żeby powiedzieć wprost: nierówności są złe, trzeba bogatym zabrać 90% i rozdzielić na resztę. Nie, chodzi mi raczej o to, że mimo tego, że w libertarianizmie człowiek ma największe i najszersze szanse rozwoju, to jednak system ten mógłby być bardziej sprawiedliwy.
4.1. nie czytasz uważnie:)
4.2. wszystko zależy, jaką linijką mierzymy moralność.
3.2 Haczyk z tymi próbami ograniczenia jest podwójny:
- po pierwszy przeczy to aksjomatom :),
- po drugie, jaka przykładowa propozycja regulacji nie powodowałaby jednoznacznie negatywnych skutków ubocznych? (np. podatki dochodowe powodują konieczność sprawdzania dochodu, a że to samo się nie zrobi - powstaje kasta urzędnicza)
4.1 Robię, co mogę, ale jakoś mi nie idzie. Mógłbyś zacytować ew. streścić fragmenty? (przez aksjomaty libertarianizmu rozumiemy samoposiadanie i nieagresję, żadne tam propertiariańskie wymysły)
4.2 Na argument z relatywizmu ciężko poradzić. Ale argument o możliwych niepożądanych skutkach pozostaje.
Jeśli idzie o haczyki, próby ograniczenia im przeczą tylko, jeśli przyjąć ich istnienie i obowiązywanie. A nawet, gdyby przyjąć ich istnienie, to przecież nie trzeba ich przyjmować, jako koniecznie obowiązujących i moralnie pozytywnych. Po drugie, rzecz idzie nie tyle o uniknięcie jednoznacznie negatywnych skutków, ale spowodowanie względnie pozytywnych. Pytanie więc brzmi raczej: jak to zrobić, żeby zyski przewyższały straty? Ale nie podejmuję się, przynajmniej na razie, odpowiadać na to pytanie.
4.1. przecież wyraźnie napisałem: "...aksjomatów, których logicznie rzecz biorąc nie przyjąć się nie da."
3. Wiesz, w mojej ocenie sam postulat ograniczenia jest dyskusyjny. Zresztą, gdzie założenie równego początku w ogóle jest stawiane wprost/niewprost przez libertarian? W przytoczonym tekście Misesa przecież nie trzeba wcale nic takiego zakładać. Ba, Ludwigowi van chodzi o to, że jedyną drogą w kapitalizmie do bogacenia się - niezależnie od obecnego stanu posiadania - jest świadczenie potrzeb ludziom tak, żeby spełniać ich oczekiwania. I przecież nie musi on zakładać, że jego odbiorcami jest całe społeczeństwo. Po prostu chce jak najwięcej zarobić na sprzedaży - a zysk z rozmiarem grupy docelowej nie ma związku (producent luksusowych jachtów zarabia więcej niż szewc - mimo, że na produkty tego drugiego stać prawie każdego)
4.1. Kajam się. Pierwszy komentarz o trzeciej pisałem, może stąd zgubienie pierwszego słowa "nie". Dlatego jakoś mi to do reszty artykułu nie pasowało.
5. Dedukcja odwołująca się bezpośrednio lub pośrednio do aksjomatów jest słaba? Toż każda nauka aprioryczna dokładnie się tym posługuje. Czy raczej sama aprioryczność ekonomii, etyki itd. odrzuca Ciebie?
ad.3
Widzisz, tylko teraz tak: jeżeli szkoła austriacka/libertarianizm nie ma ambicji odwoływania się do rzeczywistości, jaką znamy, to nie ma żadnego problemu. Problem pojawia się wtedy, gdy rozważania nad mistycznym kapitalizmem próbujemy przełożyć na nasz współczesny świat. Bo oto okazuje się, że to nie do końca tak działa. I jeśli Mises odwołuje się do mistycznego kapitalizmu, to zapewne ma rację, że tak by to działało. Ale obecnie to nie zawsze tak działa.
A nawet jeśli by działało, to żaden powód, by uznawać to za sprawiedliwe. I tu już musimy się odwołać do historii, którą znamy. Bo, i jest to coś, na co uwagę zwracał i Rawls, i Sandel, i nawet Nozick, wynik, nazwijmy to, czysto kapitalistycznych form współdziałania ("naturalnych") możemy uznać za sprawiedliwy tylko wtedy, gdy sam poziom wyjściowy uznamy za sprawiedliwy. W momencie, gdy poziom wyjściowy nie jest sprawiedliwy, niesprawiedliwy też będzie rezultat. By sprawę rozjaśnić: jeśli startujesz w wyścigu na 100 metrów, to sprawiedliwym jest, że wygra najszybszy, jeśli wszyscy będą biegli rzeczywiście na 100 metrów. Jeśli jeden gościu będzie startował z 10 metrów przed resztą, wynik już nie będzie sprawiedliwy.
Stan początkowy, jeśli byśmy chcieli abstrahować od bagażu historycznego, społecznego, politycznego i ideologicznego, tj. gdybyśmy zostawili tylko różnice naturalne, typu wzrost, siła, etc., etc., moglibyśmy nazwać wtedy arbitralnym (nie tyle sprawiedliwym, co właśnie arbitralnym). Jeśli jednak nakładamy na to nasze doświadczenie społeczno-polityczne, to już nie mamy do czynienia ani z arbitralnością w sensie naturalnym, ani też ze sprawiedliwością. A wręcz przeciwnie.
Na tym gruncie uważam więc, że szkoła austriacka/libertarianizm nie jest w stanie zaprezentować realnej i poważnej alternatywy dla obecnego systemu. A myślę, że fajnie by było, gdyby była w stanie.
5. Nie mam zbyt pozytywnego zdania na temat używania aprioryzmu w naukach społecznych, jeśli o to chcesz zapytać. W naukach ścisłych też różnie z tym bywa, ale to już nie moja działka:))
Odpowiedź na 3. dodam później, chwilowo nie mam czasu, a muszę to dobrze ułożyć. I poczytać klasyków (szczególnie Nozicka).
5. W matematyce czy logice to jedyna droga ;) A poza tym, która inna dziedzina nauki krozysta z aprioryzmu?
Ekonomia budowana jako nauka empiryczna ni diabła nie da się pogodzić z tym, że ludzie działają i ich zachowania nie są w tych samych warunkach takie same, ba, nawet dla jednego człowieka nie są powtarzalne. Albo przynajmniej założenie takiej powtarzalności jest bardzo mocne i piekielnie trudne to ewentualnego dowiedzenia.
@smootny
Przepraszam, że tak późno. Ogólnie, to ja mam teraz trochę roboty na głowie i staram się w ogóle nie wchodzić na sieć, no, ale czasami stare nałogi biorą górę.
Nie jestem pewien, czy porafię napisać jasno, co mam na myśli. Niestety nie mam przygotowania filozoficznego :(. Po prostu często samoposiadanie uważany był przez libertarian, z którymi ja rozmawiałem, jako aksjomat, który po prostu MUSI być przyjęty przez wszystkich ludzi, jako rzecz tak oczywista i tak fundamentalna dla każdego systemu filozoficznego/etycznego whatever, że nawet nie ma sensu rozważać, czy istnieje możliwość wyboru innego aksjomatu na jego miejsce.
Ja zaś zacząłem myśleć nad najmniejszym, najbardziej ograniczonym zbiorze aksjomatów, który by pasował dla mnie samego (który mógłbym bez żadnych wahań uznać za swój własny).
I mój tok myślenia był taki: Co może być moją własnością?
1) Jeżeli coś należy do mnie, i moją własną pracą to przekształcam, to efekt należy do mnie.
2) Jeżeli otrzymałem coś od kogoś innego w darze, to należy to do mnie, choć jeżeli dar ten był jakoś uwarunkowany, to muszę te warunki spełnić.
3) A co jeżeli przy utworzeniu czegoś, co posiadam, ktoś mi pomagał? Otóż można dojść do wniosku, że tutaj zależy to od warunków stawianych przy udzieleniu pomocy. Np. ktoś może mi pomóc (np. pożyczyć narzędzi, wytłumaczyć, pokierować, itd) za darmo, ale może też zażądać czegoś w zamian. Co więcej, większość ludzi chyba się zgodzi, że w zamian za pomoc nawet bezinteresowną, godzi się odwięczyć (dobrowolnie).
4) Nie uważam, by było oczywiste, by zajęcie czegoś, co nie jest posiadane przez nikogo, wystarczało do tego, by ta rzecz była "moja".
Czy "ja" jest efektem tylko i wyłącznie "mojej" pracy, powstało z czegoś, co już wcześniej było "moją" własnością? Przecież "ja" nie bierze się znikąd. "Ja" to efekt niezliczonych interakcji ze światem, które to "ja" ukształtowały. Powstanie tego "ja" wynikło z pomocy niezliczonych innych ludzi. Jak więc mogę twierdzić, że "samoposiadanie" jest oczywiste?
Tzn. ja tutaj nie sugeruję, że człowiek jest własnością innych ludzi :) Po prostu od już bardzo długiego czasu atakuję wszystkie możliwe fundamenty, na których kiedyś opierałem swój światopogląd. I staram się znaleźć takie odpowiedzi, które by mnie zadowoliły. Jak na razie ich nie znajduję.
BTW, wybrałem profil wordpressowy; za pierwszym razem napisało mi "nie można zwerfykować..." itd. Za drugim razem najpierw zalogowałem się na konto na wordpress i dopiero potem wszedłem tutaj i wtedy już komentarz poszedł.
Prześlij komentarz