13.1.12

Impresje niedopomyślane

Kilka dni temu rozmawiałem z Jasiem na pewnym forum. Ślad po tej rozmowie zaginął, postaram się więc tutaj odtworzyć główną linię dyskusji.  Cała rzecz dotyczyła jednego postu Jasia, w którym to Jaś stwierdził co następuje: 
Bo prywatny jeżyk to najprawdopodobniej to straszna bzdura, za to to, że myślę i czuję, i nie potrafię tego potem opisać, to już nie, to powszechne doświadczenie. 
Pozwoliłem sobie zachować oryginalną pisownię. Zanim przejdziemy do rzeczy, chciałbym kilka słów wstępu. Otóż to, że rozmowa miała miejsce kilka dni temu bynajmniej nie wpłynął na to, że poniższe wypociny są w jakimś stopniu systematycznie przemyślane. Nie są. Wynika to stąd, że nie mam ostatnio zbyt wiele czasu na rozkminy, a ten czas, co mi pozostał, poświęcam dwóm innym pracom, które równolegle piszę. Obawiam się jednak, że jeśli temat będzie miał czekać na swoją kolej, to się nie doczeka i zginie w mrokach niepamięci. A wydaje mi się, że byłoby szkoda. Pozwolę więc sobie zaburzyć naturalny bieg rzeczy i trochę poimprowizować (tym bardziej, że owe dwa teksty równoległe są dużo bardziej systematyczne i zaawansowane i im nic się nie stanie, jak zostaną odłożone na kilka dni). Stąd tytuł: impresje niedopomyślane. Liczę po prostu, że gdy coś się tutaj wykluje, będziemy w stanie wspólnymi siłami dojść do jakichś bardziej konstruktywnych wniosków.


Wracając do stwierdzenia Jasia. Pierwsze, do czego się przyczepiłem to rozróżnienie, jakie Jasio stawia między językiem prywatnym i stanem emocjonalnym. I Jasio uważa, jak sądzę, że nie można zasadnie powiedzieć o osobie trzeciej, iż posługuje się swoim językiem prywatnym, można natomiast, że myśli, czuje i nie potrafi tego wyrazić słowami. Uważałem - i nadal uważam - iż Jasio jest w błędzie, jeśli bowiem nie mamy możliwości dowiedzenia, że osoba trzecia używa swojego prywatnego języka, to równie nie mamy możliwości dowiedzenia, iż myśli, czuje i nie potrafi tego wyrazić słowami. Po prostu obie funkcje odnoszą się do stanów mentalnych (tak, uważam iż język prywatny jest w pewnym sensie stanem mentalnym - trochę pod wpływem Jasia, ale to wyjdzie jakoś w praniu) i obu nie jesteśmy w stanie dowieść. Co nie znaczy, że nie występują w przyrodzie. Bierzemy je po prostu na wiarę i per analogiam.

To, co chciałem zasygnalizować, jak się okazało, nie było dla Jasia najmniejszym problemem i bynajmniej nie o to mu chodziło. A dlaczego nie jest to dla Jasia problemem? Ano dlatego, że jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuację, gdy przyjmujemy założenie, iż wszyscy myślą i czują, w końcu tak właśnie robimy. Nie jesteśmy jednak w stanie wyobrazić sobie nikogo, kto posługiwałby się językiem prywatnym. Dlaczego?

Żeby język był językiem prywatnym, musi posiadać kilka cech. Przede wszystkim musi być prywatny, tj. jego rozumieniem może poszczycić się tylko jego twórca/użytkownik, a więc jedna osoba. Sekretny język dwojga kochanków, pojawił się przykład, nie byłby językiem prywatnym, tylko publicznym - bardzo ekskluzywnym (jeśli rzecz ograniczamy do dwóch osób), ale jednak publicznym. Język prywatny jest językiem jednoosobowym. Ponadto, język prywatny by był faktycznie językiem prywatnym musi być niepoznawalny. Jeśli druga osoba zapozna się z owym językiem, a więc jego składnią, jego gramatyką i syntaksą, język przestaje być prywatnym (jest to pogląd, jak sądzę, Jasia, nie jestem do niego faktycznie przekonany). Oznacza to, choć jest to moja hipoteza, że również znaczenia poszczególnych słów musiałyby być inne w naszym (jakimkolwiek) języku publicznym i języku prywatnym.


Język prywatny faktycznie byłby językiem prywatnym, gdyby 
1) był przynależny jednej osobie (twórcy),
2) był nierozpoznawalny,
3) był nieprzekładalny i 
4) niewspółmierny.

Jeszcze raz, dlaczego? Język prywatny z definicji musi się ograniczać do jednej osoby i być nierozpoznawalny przez innych. Innymi słowy, reguły, rządzące takim językiem nie mogą być na tyle czytelne, by ktokolwiek był w stanie zidentyfikować zalążek jakiegokolwiek języka. Konkluzja, zdaniem Jasia, jest jedna: nie sposób nawet wyobrazić sobie istnienia języka o tak skonstruowanych metazasadach. Skoro tak, to możemy bezpiecznie założyć, iż język prywatny nie istnieje. Nawet bowiem, jeśli istnieje, nie rozróżnimy go wśród szumów. Jeśli bowiem spotkamy się z językiem, którego nie będziemy w stanie rozgryźć, będzie to bełkot; jeśli go rozgryziemy - nie będzie językiem prywatnym.

Mam nadzieję, że dobrze sens argumentacji Jasia oddałem. Jeśli nie, liczę na to, że Jasio zechce jeszcze raz się w nią wgłębić i do czegoś uda nam się dojść. A teraz kilka słów moich niedopomyśleń w temacie. Wyraźnie widzimy u Jasia inspiracje Wittgensteinem, włącznie z twierdzeniem, całkiem słusznym, iż język powstaje poprzez kontakty z innymi, poprzez obcowanie ze światem, a zatem z definicji jest już czymś publicznym. Pozwolę sobie jednak heretycko dokonać rozróżnienia na języki ze względu na ich funkcje. Otóż język, jak go potocznie ujmujemy, pełni dwie funkcje: jedną z nich jest komunikacja, drugą - ekspresja. 

Język publiczny jest więc, nazwijmy to, komunikatywno-ekspresywny, a raczej: ekspresywny, o ile nie wpływa to negatywnie na jego komunikatywność. Język prywatny byłby przy takim podziale tylko i wyłącznie ekspresywny. Byłby słownikiem autokreacji. Przy takim postawieniu sprawy, myślę, że wysunięty przez Jasia argument jest nieistotny: prywatny język autokreacji może jest dla nas nierozpoznawalny, jednak dla użytkownika jest niezwykle ważną formą wyrażania siebie. Komunikatywność takiego języka jest bez znaczenia. Praktyczny jego rezultat jest z kolei bezcenny. 

W rozmowie z Jasiem odleciałem na pewien czas w kosmos. Wyobraźcie sobie, że oto za X lat odkryta zostanie myśląca cywilizacja, posługująca się technologią, której nie znamy i językiem, którego nie rozumiemy (tak, pisałem o całej cywilizacji, nie jednej postaci). W fazie przedimperialistycznej Ziemscy uczeni postanawiają przepadać i poznać ową cywilizację, ale za cholerę nie są w stanie złamać ich języka. Nie mogą doszukać się żadnych prawidłowości, kompletnie nic. Klasyfikują więc ów "język" jako bełkot, a całą cywilizację degradują do niższej cywilizacji, nieposiadającej języka. 

Wydaje mi się, pomijając już zasadność i argumentację, powinniśmy przyjąć, iż owa cywilizacja język posiada, a niemożność rozgryzienia go wynika z niedoskonałości naszej aparatury badawczej. Stanowisko takie opiera się na moim milczącym założeniu, że powinniśmy działać tak, by innym zadawać jak najmniej cierpienia. Przyjęcie z kolei, iż dana cywilizacja nie posiada zrozumiałego języka, a więc bełkocze, prowadzi do jej degradacji i pociąga za sobą daleko idące polityczne konsekwencje. Innymi słowy, bezpieczniej jest przyjąć, iż nie jesteśmy doskonali. Stanowisko takie można określić, jako pierwszeństwo polityki nad filozofią. A przynajmniej polityki bardzo szeroko rozumianej. Nad filozofią, a więc nad rzetelną metodą argumentacyjną i uzasadniającą. Nie mamy bowiem dowodów, iż owa cywilizacja funkcjonuje w oparciu o systematyczny język. Nie mamy. Ale przyjmujemy to na wiarę, bowiem lepiej czynić dobro, niż zło.

1 komentarze:

jaś skoczowski pisze...

Teorie nie degradują. Degradują ludzie kierujący się teoriami. A nie tylko teoretyzujący. Chyba, że uważasz, że degraduje kogoś sparaliżowany zwolennik tezy, że ten kogoś należy traktować jak podczłowieka, gdy nikt się z nim nie zgadza. Ludzie to nie są tylko maszyny do wykonywania jakiś procedur przekazywanych im przez treści ich świadomości czy treści świadomości kogoś innego.

Przyjęcie, że ktoś nie ma języka nie musi się łączyć z degradacją. Kosmici mogą być telepatami. Telepatia jest czymś, co może odbywać się bez języka, po prostu dwie osoby czułyby to samo. Niemożliwe byłoby przedstawienie tego osobie niezdolnej do telepatii . Jeśli, drogą analogi uznasz, ę w takim razie telepatia byłaby też po prostu komunikacja w języku, no to drogą tej analogi można stwierdzić, że siedzenie na krześle jest rodzajem języka, bo nie może na nim siedzieć ktoś, kto krzesła nie ma.

Kosmici mogą też nie być zdolni w ogóle do komunikacji. To tez ich niekoniecznie zdegraduje. To zależy, co kto będzie cenił dalej. Ja na przykład, choćby pod wpływem pewnej przypowiastki ze zbioru Czuanga Dze wcale nie uważam zdolności do komunikacji. Chodzi tę historyjkę, w której Hundunowi dwaj koledzy wiercą 9 otworów ciele, żeby mógł poznawać świat i mówić. To jest opis stworzenia niezdolnego do komunikacji i nawet ekspresji. Dalej zabicie go może poruszyć - a rzecz jasna stworek od zabiegów kolegów umiera, choć oni chcą dla niego dobrze. Także nieprawdą jest nawet teza, że odmawianie komuś zdolności do komunikacji musi prowadzić do jego degradacji. Dalej t jest kwestia wyboru.

Ekspresja to inaczej wyrażanie. Wyrażanie czego? To jest kompletnie zasadne pytanie, gdy ktoś twierdzi, że coś wyraża - co ma wyrażać coś, co w ogóle nie nadaje się do komunikacji? Nie twierdzę, że to co opisujesz nie nadaje się do autokreacji, ale co wyraża? Przecież jeśli nie nadaje się do komunikacji, to nie można tym bardziej tym czymś zakomunikować, co jest wyrażane. A jeśli nie można zakomunikować, czego dotyczyć ekspresja, to co to za ekspresja?

Stąd ok, może jest język prywatny, ale nie może służyć wyrażaniu czegokolwiek, jeśli jest niekomunikatywny.

Dlaczego to ważne? Bo wiąże się z indywidualizmem. Jeśli nie da się przezwyciężyć języka, indywidualizm przyjmuje kształt, w którym w ogóle nie ma możliwości tworzenia siebie bez innych. Niemożliwa byłaby wtedy autonomia, a wolność oznaczałaby możliwość realizowania jednego z wielu kłócących się ze sobą ponaindywidualnych programów, kierujących jednostką, czyli indywidualizmem by nie była. Rzecz jasna, możesz wierzyć, że tak jest. Ja nie wierzę. Choćby dlatego, że pewne moje doświadczenia mają się świetnie, choć nie mogę nikomu ich wyjaśnić. Np. poczucia bycia sobą, czucia, że chcę robić coś, miłości odczuwanej jako coś dotyczące tylko mnie i osób które kocham, a nie uczucia, które czują inni ludzie. Stąd stwierdzam, że to co czuje jest związane z formami wyrażania tego/komunikowania, ale jest związane, bo jesteśmy właśnie takimi istotami, których nie do końca da się opisać i wyrazić, a które jednocześnie żyją ze sobą i komunikują się na temat innych rzeczy, czasami związanymi (np. jeśli chce, to mam intencję, poczucie bycia sobą wiąże się ze stosunkiem do siebie, miłość można się kierować).

Search

Ładowanie...

Blog Archive

tag? katalog?

Technologia Blogger.